Gdyby 25 lat temu zapytać przeciętnego Polaka, kto gotuje w domu, z dużą dozą prawdopodobieństwa oparłby: kobieta. Kobieta w kuchni – rzecz tak oczywista, jak to, że Ziemia jest płaska? Sprawdźmy to.

Pamiętam, że w moim domu zawsze gotował tata. Ba, gotował o niebo lepiej od (przepraszam mamo) naszej mamy. Na szybko robił makaron z jajkiem sadzonym, kotlety z mortadeli albo rybę. Gdy miał więcej czasu potrafił zrobić takie płucka czy żołądki, że nigdy potem już takich nie jadłem. Petarda. Ogólnie więc w naszych – moich i mojego brata – głowach zakorzenił się odwrotny stereotyp. To tata gotuje, a mama na urodziny robi swoją popisową potrawkę chińską.

Czy tata miał jakiś wpływ na moje postrzeganie gotowania w domu? Jasne, że tak.

Nie powiedziałbym, że jestem świetny w gotowaniu, ale lubię to robić i robię to całkiem nieźle. W domu więc nie mamy problemu – kto gotuje. Gotujemy czasem wspólnie, ale z reguły jest tak, że wspólne kolacje przygotowujemy praktycznie na zmianę – a to ja, a to Agnieszka. Puszczamy wtedy wodze fantazji i staramy się urozmaicać nasze menu różnymi eksperymentami. Samodzielnie robiona pasta curry? Nie ma problemu. Sushi? A może domowa pizza? Makaron z pesto z bazylii (nie ze słoika, a sporządzone ze świeżych składników) – pytacie, a wiecie. Lubimy gotować i traktujemy to też, jako wspólne hobby – celebrujemy w jakiś tam dyskretny sposób to gotowanie i jedzenie.

Agnieszka się zawsze z tego śmieje, ale lubię planować co kupimy jadąc – na przykład – do Włoch i z góry planując co z czego przyrządzimy. Z ostatniego wypadu przywieźlismy kwiaty cukinii, anchovies marynowane w pepperoncini, nawet trafiłem na sepię z mątwy. Do tego kilka paczek czarnego ryżu. Cudo!

Wracając do naszej rodziny. Mama padła trochę ofiarą roli taty w gotowaniu, bo jej gotowania – jakkolwiek nigdy nie było złe – nigdy nie traktowaliśmy na równi z gotowaniem taty, jakoś tak naturalnie dając tacie palmę pierwszeństwa. Doszło do tego, że nawet legendarna potrawka chińska – po kilkunastu latach – wyleciała z jadłospisu, bo mieliśmy jej już nieco przesyt.

Trochę zapomniałem tu o roli babci, która robiła NAJLEPSZE kotlety mielone i zupę pomidorową. Także pierogii na Wigilię.

Po śmierci babci rolę szefa kuchni na Wigilię przejął… tu niespodzianka – mój brat. Ten sam brat, który rzucił karierę w korpo, żeby zacząć zawodowo zajmować się… gotowaniem i który w 3 lata zrobił ogromny progres w rozwoju swojej kariery gastronomicznej i który – pracując na etacie w jednej z restauracji w Zurichu – jest na progu otwarcia swojej dodatkowej, prywatnej działalności.

Gdy tak siedzę i nad tym wszystkim myślę, to nachodzi mnie może dość oczywista myśl: wpływ naszych rodziców, zwłaszcza ten pośredni, objawiający się w obserwowaniu ich w życiu codziennym i podświadomym łapaniu wzorców – jest ogromny.

Wtedy dopada mnie druga myśl i oblewa zimny pot, gdy dzierżąc pada od konsoli i zarzynając kataną japońskiego wampirzycę-demona zdaję sobie sprawę, że od paru minut musi mnie obserwować mój syn, który od godziny powinien już na górze spać…

#Zapiskilistopadowe to cykl luźnych tekstów na różne tematy, taki spisany strumień świadomości autora.

 

Reklamy