Drogie Panie!

Ze statystyk wynika, że czytają mnie głównie kobiety, a – opierając się na przykładzie mojej żony – większość kobiet ma konsole do gier w znaczącym poważaniu, natomiast graczy uważają pewnie za nieszkodliwych dziwaków, których na Tinderze eliminuje się natychmiastowym śmignięciem palcem po ekranie w lewo.

Możliwe, że jednym z Waszych zarzutów jest teza, jakoby gry były oderwane od prawdziwego życia. Czy zatem facet-gracz jest niewart Waszej uwagi? Przyjrzyjmy się więc tej kwestii.

Kupiłem sobie Nintendo Switch. To jest taka konsola do gier.

Nintendo to w ogóle marka legenda, ale ja też nie o tym. Nintendo wypuściło na Switcha trochę gier, w tym Zeldę: Breath of the Wild i – całkiem niedawno – Super Mario Odyssey.

O Mario chyba słyszałyście?

Zelda to z kolei taka gra, gdzie chodzicie takim jakby hobbitem albo innym elfem, ale karłowatym o imieniu Link.

Latacie po otwartym świecie, gotujecie, żeby przeżyć, zdobywacie bronie – w tym ukryty i najpotężniejszy Master Sword – i tarcze, żeby walczyć z potworami, a celem jest ubicie największego sukinkota w krainie Hyrule – Ganona. W ogóle to fabuła rozpoczyna się w momencie, kiedy wybudzacie się z 100 letniego snu, a w tymczasie księżniczka Zelda – ta tytułowa Zelda, próbuje pokonać Ganona.

Podsumujmy: w tej grze jesteś facetem, który od 100 lat śpi, a jak się budzi to pół gry rozkminia, gdzie zostawił swój miecz i kunia. Oczywiście na głodnego walczyć nie pójdzie, wiec kolejne pół gry gotuje żarcie, które da mu wytrzymałość i siłę do walki z Ganonem. W tym czasie kobieta – Zelda – od 100 lat walczy z Ganonem i cierpliwie czeka, aż Link się ogarnie, przyłączy się do niej i w końcu jej pomoże pokonać ZŁO.

Jeśli przynajmniej jedna z Was nie pokiwała z politowaniem głową, a przez jej głowę nie przemknęła myśl – kurde, znam to! – to nie nazywam się Paparental Advisory.

W Mario sytuacja jest nieco bardziej korzystna PR-owo dla mężczyzn. Jesteś hydraulikiem, który musi przebyć wiele krain (rzeki przepłynąłem, góry pokonałem, wielkim lasem szedłem, nocy nie przespałem), żeby powstrzymać złego Bowsera przed poślubieniem kobiety o imieniu Peach. Bowser to napakowany mięśniak, Mario to małe chuchro, ale ostro prze do przodu w imię miłości.

Te dwa powyższe przykłady to zaledwie czubek góry lodowej, ale gwarantuję – większą szansę przeżycia w dzikim, kapitalistycznym świecie da Wam wytrenowany w różnych scenariuszach życiowych gracz niż facet, którego pasją jest oglądanie piłki nożnej, a na pytanie co będzie robił w sobotę, odpowiada – BICEPS!

Nie dajcie się więc zwieść i wybierajcie partnerów życiowych rozważnie i mądrze.

#Zapiskilistopadowe to cykl luźnych tekstów na różne tematy, taki spisany strumień świadomości autora.

Reklamy