Tak właściwie to sam nie wiem czy jestem dobrym partnerem – wątpliwości w temacie nachodzą mnie raz po raz i na pewno nie przyznałbym sobie medalu za zasługi. Jednak – mimo różnych sprzeczek i nieporozumień – stanowimy z moją żoną Agnieszką bardzo dograną parę i razem od 8 lat wędrujemy przez życie. Nie jest łatwo, zwłaszcza na emigracji, gdzie jesteśmy pozbawieni pomocnej dłoni rodziny i wychowanie dzieci spada na nas w 100% . A to z kolei potrafi rodzić stres i frustracje – nie ukrywajmy.

Po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że są elementy, które bardzo pozytywnie nas scalają i sprawiają, że nie mamy siebie dość, przeciwnie – nie wyobrażam sobie innej kobiety w moim życiu. I ona chyba innego mężczyzny, no, może poza Edwardem Nortonem.

  1. Mikro celebrujemy wspólnie wieczory

Celebrujemy weekendy. Zwłaszcza piątkowe wieczory. Nie jest to łatwe, z reguły na wolny zawód Agnieszki i jej sesje w weekendy, ale staramy się by przynajmniej jeden dzień w tygodniu – czy to piątek czy sobota były dla nas.

Netflix, butelka wina i kolacja przyrządzona przez jedno z nas brzmi jak książkowy banał, ale ten wspólny czas jest nie do przecenienia. Wtedy możemy tez pogadać o pierdołach, pośmiać się z głupiego serialu i spędzić totalnie leniwie i nieaktywnie wspólny czas.  Z cichą nadzieją, że po ntym razie nie usłyszymy kolejnego tupotu małych stópek z kierunku piętro – salon na parterze.

  1. Dajemy sobie czas dla samych siebie

Powietrze w związku. Jeśli spędzacie 24 godziny na dobę razem to na pewno na jakimś etapie się zaczynacie nieco dusić. My dajemy więc sobie czas.

To mogą być drobiazgi. Zagrzebanie się samemu w fotelu z padem od Playstation w dłoniach. Samotna kąpiel z bąbelkami, gdy drugie z nas ujarzmia dzieci. Samotne zakupy czy wypad na miasto z koleżankami lub kumplami.

Tego czasu z dala od siebie czasem nawet nie musimy specjalnie planować, bo ja z racji wykonywanej pracy często podróżuje, z kolei Agnieszka ma wyjazdowe sesje i od czasu do czasu warsztaty fotografii, więc siłą rzeczy jesteśmy rozdzieleni.

No i wtedy się okazuje, że tak się stęskniliśmy za sobą, że męskie wypady na kawę czy kobiece wypady na piwo zostają przełożone na zaś.

  1. Wyjeżdżamy sami, kiedy możemy

Z reguły podczas pobytów w Polsce planujemy 2-3 dni sam na sam. Oddajemy dzieci pod opiekę dziadków, rezerwujemy hotel i ruszamy w drogę. Ostatnio, w lipcu, spędziliśmy 3 dni w prześwietnym hotelu Harnaś w Bukowinie Tatrzańskiej i zafundowaliśmy sobie rafting. To naprawdę odświeżające, spędzić czas sam na sam i wrócić na chwilę do „beztroskich, bezdzietnych czasów”. Może nie pomylę się zbyt wiele, jeśli powiem, że sekretem udanego rodzicielstwa jest niezapominanie o własnych potrzebach w związku.

  1. Potrafimy się nadal zaskakiwać

Pamiętam jak dziś minę Agnieszki kiedy razem z przyjaciółmi przygotowaliśmy jej imprezę urodzinową – niespodziankę, opóźnioną o dwa tygodnie, gdy naprawdę niczego się nie spodziewała. Na co dzień to może niespecjalnie realne i sensowne, ale nawet małe drobiazgi mogą robić różnicę, na przykład kiedy widzę jej zmęczoną minkę po całym dniu spędzonym na sesjach i skoczę do tajskiej restauracji po kurczaka z bazylią i chilli na wynos, którego ona tak uwielbia.

  1. Nie mamy praktycznie cichych dni

Jak się kłócimy – to na całego. Energetyczne podejście do sporów pozwala unikać to, co prawdopodobnie wkurza każdego faceta w każdym związku – cichych dni. Spory rozwiązujemy też między sobą, nigdy nie szukając pomocy u pośredników. To działa i pozwala nam szybko przechodzić nad kłótniami do porządku dziennego.

  1. Stoimy za sobą murem

Kocham rodziców, tak jak i moja żona swoją rodzinę, ale mamy jedną zasadę – nasze wybory są naszymi wyborami i nie muszą się podobać nikomu poza nami samymi. Kompromisy wypracowujemy między sobą. Odnosi się to także do znajomych, bliższych, dalszych – to nie tak, że ktoś nie może się z nami zgadzać, ale my we dwoje nie pozwalamy, by różnice między nami wyplywały na zewnątrz – jak w dobrze zarządzanej partii politycznej.

  1. Traktujemy się jak przyjaciele i partnerzy

Zawsze byłem przeciwnikiem patriarchalnego podejścia do związku, a moja rodzina też nie była przesadnie konserwatywna w tej kwestii – tata dzielił obowiązki z mamą, nie był typem faceta czekającego na podanie mu obiadu.

Dla mnie rozwój zawodowy mojej żony jest tak samo istotny jak mój. Koniec kropka. Pomagam jej w prowadzeniu firmy, ona z kolei bierze na siebie dużo w kwestii opieki nad dziećmi, gdy ja jestem w biurze albo w delegacjach. Staramy się planować wspólnie kolejne kroki. Dzielimy się obowiązkami, chyba, że chodzi o sortowanie prania, bo tego nie znoszę.

I nie traktuję tego jako pomoc. To nasze wspólne życie i wspólne obowiązki.

8. Robimy sobie wspólne selfie

Dużo selfie.


A jak to wygląda u Was?

Reklamy