W mini cyklu Polonia w Szwajcarii wypytuję różne osoby o ich doświadczenia ze Szwajcarią. Dziś rozmowa z Natalią, autorką bloga Trzymajcie Mnie Niedźwiedzie.

Kiedy i dlaczego przyjechałaś do Szwajcarii?

Przyjechałam do Szwajcarii w 2011 roku podążając za moim mężem, który dostał tu pracę. Wcześniej, też z powodu jego pracy, mieszkaliśmy w Kanadzie i USA. A jako, że jakoś trudno było mi wyobrazić sobie, żeby zostać na zawsze na innym kontynencie, a mój mąż nie chciał wrócić do Polski, to poszliśmy na kompromis. Tym kompromisem jest właśnie Szwajcaria.

Jak wyglądały Twoje pierwsze tygodnie w tym kraju?

Jako, że wcześniej mieszkaliśmy w Stanach, byliśmy tak stęsknieni za europejskim jedzeniem: jakimś normalnym chlebem, większym wyborem wędlin i serów, że przez pierwsze tygodnie głównie jedliśmy 😉 Mieliśmy tymczasowe mieszkanie w centrum Zurichu i bardzo intensywnie szukaliśmy czegoś na stałe. A to pochłaniało większość naszego czasu, bo jak wiadomo z wynajęciem mieszkania w Szwajcarii nie jest łatwo. Ogólnie pierwsze tygodnie były poświęcone na załatwianie wszelakich formalności. Na szczęście po doświadczeniach z przeprowadzaniem się wcześniej do innych krajów, nie kosztowało nas już to aż tyle nerwów.

Czy i jeśli tak i jak szybko – udało Ci się zintegrować, poczuć jak u siebie?

To jest bardzo trudne pytanie. Myślę, że nigdy nie będę się czuła w Szwajcarii tak do końca jak u siebie. Czuję się jak u siebie w swoim mieszkaniu, w którym stworzyliśmy sobie taki nasz mały, bezpieczny, przytulny świat. Dlatego jak wracam z wakacji w Polsce, to mogę bez zająknięcia powiedzieć, że jadę do domu. Natomiast kiedy jestem w Szwajcarii to tęsknię za Polską, bo zostawiłam tam kawał swojego życia i swoje serce. Dlatego podejrzewam, że już zawsze będę uważać właśnie Polskę za swój kraj.

Czy bierzesz udział w życiu Polonii lub podejmujesz własne inicjatywy?

Jeśli należenie do grupy „Polscy blogerzy w Szwajcarii” można nazwać życiem Polonii, to tak 😉 A jeśli chodzi o szersze pojęcie integracji i przejmowanie inicjatywy, to szczerze się przyznam, że nie jestem w tym temacie zbyt aktywna. Jest dla mnie bardzo ważne, żeby tu w Szwajcarii mieć na bieżąco kontakt z Polakami, dlatego mam kilku polskich znajomych. Natomiast nie biorę udziału w jakichś większych, polskich imprezach, bo chyba po prostu nie leży to w moim charakterze.

Jak widzisz Polonię szwajcarską?

Z jedyną Polonią- w takim szerszym pojęciu, z jaką mam do czynienia, to Polonia w polskim kościele w Zurichu. Dwie rzeczy, które zawsze zwracają, niepozytywną, uwagę moją i mojego męża to nieprawidłowe parkowanie wbrew wszelkim zasadom i palenie papierosów zaraz przy wejściu do kościoła zajmując cały chodnik, tak, że przechodnie muszą się przeciskać. No niestety przykre jest to, że takimi zachowaniami Polacy trochę tracą w oczach Szwajcarów, a szkoda, bo moim zdaniem jak się przyjeżdża do obcego kraju, to trzeba się dostosować do tutejszych zasad. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że to jest generalizowanie, bo przecież wiadomo, że nie można całej Polonii zamknąć do jednej szufladki.

Mając tą wiedzę o życiu w Szwajcarii, jaką masz dziś, jaką radę dałabyś sobie samej przed laty w dniu przyjazdu?

Żeby trochę wyluzować. Przed przeprowadzką nasłuchałam się, że Szwajcarzy są bardzo zamknięci, że nie lubią imigrantów, że są gburowaci. Tak sobie to wbiłam do głowy, że na początku każda wizyta w banku, urzędzie, nawet sklepie była dla mnie bardzo stresująca. Wydawało mi się, że wszyscy na mnie krzywo patrzą i niemiło przewracają oczami jak ich proszę, żeby mówili w “Hochdeutsch”. Potem doszłam do wniosku, że to była wizja stworzona tylko w mojej głowie. Dziś określiłabym Szwajcarów jako życzliwych, pomocnych ludzi, którzy może po prostu nie są tak wylewni jak np. Amerykanie. W dodatku, mimo, że jestem po germanistyce, byłam przerażona jak usłyszałam tutejszy dialekt, który, wydawało mi się, że nie ma absolutnie nic wspólnego z niemieckim. Potem okazało się, że potrzeba trochę czasu i posłania dziecka do tutejszego żłobka, a dialekt robi się coraz bardziej przyjazny i możliwy do rozszyfrowania.

Prowadzisz bloga (Trzymajcie Mnie Niedźwiedzie), w którym poruszasz między innymi temat rodzicielstwa. Czy widzisz jakieś znaczące różnice między szwajcarskim, a polskim podejściem do wychowywania dzieci?

Owszem. Z jednej strony dzieciaki w żłobku chodzą dosłownie jak w szwajcarskim zegarku. Pamiętam w jakim byłam szoku, kiedy pierwszy raz zaprowadziłam moją córkę do żłobka, a roczne, dwuletnie dzieciaki zamiast roznosić całą salę siedziały grzecznie w kręgu i śpiewały piosenki. A z drugiej strony daje się tu dzieciakom naprawdę dużo luzu i swobody: jak chcą chodzić jesienią na boso – proszę bardzo; pięciolatek sam przemierza drogę do szkoły – czemu nie… Nie mówiąc już o tym co dzieciaki wyprawiają na tutejszych placach zabaw. Zakłada się po prostu, że plac zabaw jest przystosowany dla dzieci i nikt ich za rączkę nie trzyma jak mają wejść na wysokie drabinki. Podoba mi się takie podejście do wychowania. Myślę, że dzięki temu dzieci mają większe szanse stać się samodzielne i odważne.

Jak Twoje dzieci odnajdują się w Szwajcarii?

Myślę, że nie ma tu mowy o “odnajdowaniu się”. One po prostu czują się tu jak u siebie, bo tu się urodziły. Nie mają porównania z życiem w Polsce. Moja córka miała przez chwilę problem w żłobku spowodowany barierą językową. Żłobek rozpoczęła jak już dobrze mówiła po polsku i stresowało ją to, że nie może powiedzieć tyle po szwajcarsku/niemiecku ile mogłaby powiedzieć po polsku. Na szczęście szybko nadrobiła.

Co Cię motywuje?

Motywuje mnie poczucie, że jeszcze tyle jest do odkrycia. Tyle świata do zobaczenia. Między innymi dlatego podoba mi się życie w “nieswoim” kraju, bo wiem, że tu codziennie mogę poznawać nowe rzeczy i że prawdopodobnie limit nigdy się nie wyczerpie. 😉

 

Reklamy