Dziecko nie chce zjeść brokuła? Nie ma ochoty jechać z Wami w miejsce, które uważacie za fantastyczne? Albo może wysyłacie je na kolejną lekcję karate, mimo, że ono na samo o nim wspomnienie próbuje symulować chorobę? No cóż, dzieci to też – zaskoczenie! – ludzie i od małych lat mają swoje preferencje, co za tym idzie rzeczy, których po prostu nie znoszą robić.

Sięgnąłem pamięcią do czasów, gdy sam byłem dzieckiem i rzeczy, które kojarzyły mi się fatalnie z różnych względów. Oto one:

  1. Grzybobrania

Poniedziałek – piątek: szkoła, pobudki z rana, czy zimno czy pada czy grad, nie ma, że boli, trzeba iść, a symulować choroby nie da się codziennie.

I gdy nadchodziła upragniona sobota, to co robili moi rodzice?

Zabierali nas na grzyby.

Pobudka czwarta rano i zasuwamy, żeby te kurki, te borowiki, te maślaki przed innymi grzybiarzami znaleźć. Maraton 6-7 godzinny, ja i brat usypiający pod krzakami jagód, obcowanie z przyrodą zobrzydzone do potęgi.

Do tej pory nie znoszę grzybobrań, choć grzyby lubię.

Żeby tak nie narzekać na rodziców, najlepsze z grzybobrań były powroty i rydze z patelni. Tylko, czy tych rydzów nie można było po prostu kupić?

  1. Sprzątania weekendowe, wiosenne i świąteczne

Dziś akurat najbardziej nie lubię sortować prania, ale jak byłem dzieckiem to najgorsze były okresy przedświąteczne. Zanim człowiek siadł do stołu, by przez trzy dni obżerać się jak prosię, trzeba było odrobić pańszczyznę.

Rozbieranie kuchni na części pierwsze, mycie i składanie. Trzepanie dywanów. Ścieranie kurzy. Nerwówka w stylu Perfekcyjnej Pani Domu w realiach lat 90’.

Najgorsze było jednak mycie drzwi, które mój brat namiętnie oblepiał różnymi naklejkami i które trzeba było potem zrywać, czy wręcz zdrapywać (a kota w domu nie było, co by drapanie ogarnął).

Coś czuję, że kupię moim dzieciakom paczkę naklejek i wyślę do wujka Dominika na pół dnia…

  1. Granie w piłkę nożną

Można odnieść wrażenie, że każdy chłopak MUSI grać w piłkę nożną. Ja nienawidziłem.

Po pierwsze dlatego, że byłem w tą grę słaby. A co za tym idzie, na WF-ie nikt mnie nie brał do drużyny, a jak już brał to stałem na bramce, co było drugim powodem nienawidzenia piłki, bo byłem słabym bramkarzem i wszyscy się na mnie wkurzali, że przepuszczałem gole.

Tak więc, piłkę nożną od czasów dziecięcych mam oficjalnie – za przeproszeniem – w dupie i pewnie, zdaję sobie sprawę, że to bardziej wina moich dziecięcych kompleksów niż samej piłki.

Nie lubiłem też skakać przez kozła.

Kochałem za to góry i często bywałem z rodzicami w Beskidach albo Tatrach. Miłośc do gór pozostała do dziś, natomast nadal mnie trzepie jak oglądam mecze reprezentacji.

A, i zrobiłem patent żeglarza jachtowego i byłem harcerzem, ale to inna historia.

——————————————————————————————————————————–

Ten króciutki flashback pozwolił mi inaczej, z głębszym zrozumieniem, spojrzeć na moje dzieci. Grzybobrania i piłkę nożną im odpuszczę. Nie chce by „cierpiały” jak ja kiedyś.

A na sobotę mam zaplanowane dla nich już coś fajnego.

Sprzątanie…

 

———

Zdjęcie autorstwa AE Krol Photography http://www.aekrol.com.

Advertisements