Lista rzeczy, za którymi Polacy tęsknią na emigracji jest długa i… powtarzalna. Większość wypowiedzi na temat naszych tęsknot jest jednak niemal identyczna. Potrafimy być niesamowicie nostalgiczni i wzruszamy się na myśl o polskim chlebie albo kiełbasie. Brakuje nam rodziny i przyjaciół. Polskiej gościnności i złotej polskiej jesieni. Dołóżmy burszynowy świerzop i mamy kumulację.

Czasami mam wrażenie, że powtarzamy to wszystko jakby automatycznie, to w końcu wdzięczny temat do rozmowy w gronie emigrantów. Czy to za czym niby tęsknimy faktycznie warte jest naszej tęsknoty i za czym – być może – tęsknimy tak naprawdę?

Postanowiłem się temu przyjrzeć i nieco zweryfikować te mity.

  1. Jedzenie

Tęsknota za jedzeniem? Dekadę, dwie temu, uwierzyłbym. Teraz, gdy praktycznie wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, tęsknota za jedzeniem jest nieco na wyrost.

Czy to pierogi czy kiełbasy – żaden problem. Szwajcaria to nie ten sam poziom dostępu do polskiego jedzenia, co – dajmy na to – Wielka Brytania, gdzie polski sklep stoi jeden na drugim, natomiast nadal nie ma z tym jakiegoś wielkiego problemu, a dla leniwych jest nawet opcja zamówienia produktów przez internet – Polish Shop (https://www.polish-shop.ch/pl/). I to nie jest kryptoreklama, bo nic nie mam z tego, że o nich wspominam, a nawet nic od nich jeszcze nie zamawiałem.

Oczywiście, fajnie jest zjeść w Polsce dobre pierogi, ale moja żona potrafi robić lepsze, więc nie jest mi jakoś specjalnie za tymi pierogami tęskno. Lubię kaszankę, ale odchudzam się, więc może to i lepiej, że nie mam do niej dostępu.

Jest więc za czym tęsknić?

No, jeśli Wasze babcie robią wypasiony żurek i mielone, to może tak. Wtedy zwracam honor.

  1. Przyjaciele

Fakt: Liczba przyjaciół topnieje równomiernie do lat, które przebywamy za granicą. Ta liczba zmniejsza się sukcesywnie i spada do poziomu maksymalnie kilku osób, które faktycznie możemy nazwać przyjaciółmi. Cała reszta to znajomi – zajęci własnym życiem i własnymi sprawami. Dystans robi swoje, a odległość weryfikuje relacje. I nie ma w tym nic strasznego. To tak normalna rzecz, jak nawiązywanie nowych relacji w miejscu aktualnego pobytu.

Co więc z tęsknotą? No, jest, oczywiście, że jest. Ale powrót do kraju pewnie połowicznie rozwiązałby problem, bo nasi przyjaciele – podobnie jak i my – mają swoje życia i obstawiam, że spotykalibyście się niewiele częściej niż teraz.

Zresztą, czy oni także nie wyjechali;)?

  1. Miejsca

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma – popularne i jakże prawdziwe przysłowie sprawa się w kontekście emigracji idealnie. Mitologizujemy miejsca, które opuściliśmy. Może nawet było nam tam dobrze, ale często nie aż tak dobrze, jak sobie wyobrażamy.

Ostatnio odwiedziłem Kraków. Miasto, w którym przeżyłem lata studiów i początek kariery zawodowej. Mam do tego miasta ogromny sentyment, ale złapałem się na tym, że nie mam z nim już takiej relacji jak kiedyś.

Miejsca, które pamiętam z młodzieńczych (hehe) czasów albo nie istnieją, albo się zmieniły.

Byłem jakiś czas temu u Endziora – klasyk, dla znających Kraków nie trzeba tłumaczyć, dla nieznających – mini bar na Kazimierzu, kiedyś mieli świetne zapiekanki, żurek i potężne kotlety schabowe.

A dziś? Żurku nie ma, schabowe zniknęły, ostała się ino zapiekanka. Średnia.

Kino ARS – skurczone i nie przypominające czasów swojej świetności, gdy zabierałem przyszłą żonę na seansy za 5 złotych.

Wniosek jest taki. Moje miejsca zmieniły się i nie są tymi samymi miejscami, które opuszczałem 9 lat temu.

Jeśli za czymś więc tęsknię, to chyba bardziej za wspomnieniami o nich.

  1. Rodzina

To chyba jedyny sensowny powód do tęsknoty. Nasi bliscy, którzy zostali w Polsce.

No, chyba, że bardzo nie lubicie swoich rodzin. Wtedy to nie.

A czy gdybym wrócił do Polski, odzyskałbym to wszystko, za czym tęskniłem?

Obawiam się, że nie.

Większość z tych rzeczy przepadła w odmętach czasu, a powrót oznaczałby – najprawdopodobniej – zaczynanie wszystkiego na nowo.

I nie wiem czy wtedy nie obudziłaby się tęsknota za tym, co zostawiłbym tu w Szwajcarii.

Bo w ciągu wszystkich tych lat założyłem rodzinę, nawiązałem mnóstwo znajomości, wszedłem w nowy kontekst rzeczywistości i de facto zbudowałem sobie tu życie, które nabrało nie mniejszego sensu niż moje lata spędzone w Polsce.

Reklamy