Według oficjalnych statystyk Polonii w Szwajcarii – tej z pozwoleniem na pobyt, ale bez szwajcarskiego paszportu jest około 25 tysięcy. To prawie 10 tysięcy więcej niż wtedy gdy tu przyjechałem. Do tego dochodzą Polacy ze szwajcarskim paszportem, Szwajcarzy z polskimi korzeniami.

Kim są ci ludzie? Jak tu trafili? Co robią? Jak się zintegrowali?

Emigrant w Szwajcarii to mini cykl, który stara się odpowiedzieć na te i inne pytania. W dzisiejszym tekście – mini wywiadzie – poznacie Kaję, która przyjechała do Szwajcarii w 2013 roku.

Ten cykl kontynuuje także pracę Ani Paszkowiak z bloga Szwajcaria Moimi Oczami, która kilka lat temu przeprowadziła kilkanaście wywiadów z Polonią w Szwajcarii. BlogaAni znajdziecie tu: http://www.szwajcariamoimioczami.ch


Kiedy i dlaczego przyjechała(e)ś do Szwajcarii?
Przyjechałam do Szwajcarii w październiku 2013 roku wraz z moim niemężem, Irlandczykiem. Wcześniej mieszkaliśmy w Polsce, i do Szwajcarii przywiodła nas oferta pracy jaką otrzymał Sean od instytutu jednej ze szwajcarskich uczelni, ZHAW. Mieszkamy w Winterthur w kantonie Zurych.

Jak wyglądały Twoje pierwsze tygodnie w tym kraju?
Pierwsze tygodnie w Szwajcarii były dla mnie dość trudne, jako że nigdy wcześniej nie mieszkałam nigdzie poza Polską. Problem miałam nie tylko z językiem (mówiłam po niemiecku przyjeżdżając tutaj, ale nie miałam pojęcia jak bardzo dialekt szwajcarski różni się od literackiego języka niemieckiego – nadal mam z nim czasem problem). Zaraz nazajutrz po przyjeździe mój niemąż udał się do pracy, a ja zostałam sama, w obcym mieście, otoczona ludźmi których nie rozumiałam. Czułam się samotna, i bardzo często kwestionowałam słuszność decyzji o przeprowadzce, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudności ze znalezieniem pracy. Nie było łatwo, ale – także dzięki mediom społecznościowym, znajomościom zawiązanym na forum Polaków w Szwajcarii, English Forum oraz Facebooku – stopniowo udało mi się przezwyciężyć samotność oraz pokonać początkową blokadę w mówieniu po niemiecku… i jakoś poszło.

Czy i jeśli tak – jak szybko – udało Ci się zintegrować, poczuć jak u siebie?
Myślę że intergracja i czucie się jak u siebie to w Szwajcarii dwie różne rzeczy. Udało mi się poczuć jak u siebie chyba po około roku mieszkania w Szwacjarii – i mówiąc to, mam na myśli to, że wiem co gdzie jest, jakim pociągiem gdzie dojechać, umiem robić zakupy w Niemczech i odzyskiwać z nich VAT, jeśli ktoś zapyta mnie na ulicy którędy do Grossmunster – jestem w stanie zarówno zrozumieć jak i udzielić odpowiedzi. Mam „swoje” miejsca zarówno w Zurychu jak i w Winterthur, a nawet w innych miejscowościach, mam znajomych nie tylko rodaków ale i wielu innych narodowości. Jeśli jednak chodzi o integrację – cóż, Szwajcaria to niełatwy kraj do „zintegrowania się”. Szwajcarzy w moim odczuciu są dość chłodni i dość trudno jest się z nimi zaprzyjaźnić – co nie oznacza, że nie można, i mam w swoim otoczeniu kilka osób z którymi jesteśmy na bardzo bliskiej, przyjacielskiej stopie. Faktem jest jednak iż, nawet mimo naszych najlepszych chęci, do pełnej integracji czasem brakuje dobrych chęci z tej drugiej strony. Pomaga, jeśli ma się szwajcarskich partnera czy partnerkę – to z pewnością przełamuje pierwsze, i kolejne, lody dużo szybciej. Tak więc czuję się bardzo jak u siebie, ale do pełnej integracji brakuje mi sporo, co z chęcią nadrabiam pracując w szwajcarskiej fundacji i podróżując, odkrywając piękno tego kraju.

Czy bierzesz udział w życiu Polonii lub podejmujesz własne inicjatywy?
Bardzo chętnie zaangażowałam się w organizację marszy z inicjatywy Czarnego Protestu, i dzięki temu poznałam naprawdę fantastycznych ludzi. Nie udzielam się specjalnie poza tym, żadna ze mnie aktywistka. Mam polskich znajomych i przyjaciół tutaj, w Szwajcarii, ale nie zdarzyło mi się uczestniczyć w organizowanych „polskich” imprezach. Miałam okazję współpracować z Muzeum Polskim w Rapperswilu przy okazji Andrzejek, gdzie poznałam między innymi Ciebie, Lambercie, i Twoją przemiłą rodzinkę. 🙂

Jak widzisz Polonię szwajcarską?
Pracuję w fundacji charytatywnej w której nie mam zbytnio do czynienia z Polonią. W czasie wolnym spotykam się z moim gronem znajomych, i to mi wystarcza póki co. Nie uważam aby Polonia szwajcarska dużo różniła się od innych Polonii na całym świecie – naszą wadą narodową jest zawiść i niechęć do drugiego człowieka i, choć na szczęście sama się nie miałam nieprzyjemności o tym przekonać, znam z pierwszej ręki mnóstwo historii o tym, że Polak Polakowi wilkiem, i że jeśli nam rodak na emigracji nie zaszkodził, to już nam pomógł. Sama wszakże mogę – jako ten adwokat diabła – zaświadczyć o czymś zupełnie odwrotnym; z nielicznymi, niechlubnymi wyjątkami, niemal wszyscy Polacy poznani tutaj w Szwajcarii okazali się wspaniałymi, ciepłymi, radosnymi i empatycznymi ludźmi, kilkoro z nich zaliczam wręcz do grona moich bliskich przyjaciół, i wiem że możemy na sobie polegać w każdej sytuacji. Wiele razem przeszliśmy i znamy się jak łyse konie. Zdaję sobie jednak sprawę że po prostu miałam szczęście i jestem losowi za to bardzo wdzięczna.

Mając tą wiedzę o życiu w Szwajcarii, jaką masz dziś, jaką radę dałabyś sobie samej przed laty w dniu przyjazdu?
Powiedziałabym sobie, wyluzuj! Nie wszystko musi od razu być tak jak sobie wymyśliłaś. Daj sobie czas, nie wymagaj niemożliwego. Wyjdź więcej do ludzi, nie uciekaj w Skype z rodziną w Polsce, ale też mów bardziej otwarcie o tym co czujesz – nie musisz udawać że jest wszystko pięknie i różowo, jeśli przez miesiąc codziennie ryczysz w poduszkę. Będzie lepiej, uwierz mi! Będziesz robić to co umiesz, to co lubisz i to co sprawia ci satysfakcję – tylko pozwól sobie się rozwijać i zaufaj swojej intuicji co do tego co chcesz robić, a także ludzi, którymi się otaczasz. Zwłaszcza, że w tej ostatniej kwestii naprawdę nie wszystko złoto, co się świeci, i jeśli czujesz od początku że „to nie to”, nie ma sensu udawać że jest inaczej. No i nie panikuj – ceny w Szwajcarii są jakie są, i nie przeliczaj!

Co Cię motywuje?

Chęć uczenia się nowych rzeczy (dlatego zapisałam się po przyjeździe do Szwajcarii na kursy- szwajcarskiego, marketingu, reklamy i PR, zaczęłam pracę w fundacji charytatywnej, zdałam z niemieckiego egzamin Instytutu Goethego) oraz ciekawość świata i ludzi. Motywację dają mi codzienne małe zwycięstwa. Nie zamykam się na nowe doświadczenia, staram się w najtrudniejszych nawet sytuacjach znajdować pozytywy. Często zwykłam mawiać że poświęcony czemuś lub komuś czas jest naprawdę stracony tylko wówczas jeśli nas ta sytuacja, osoba czy wydarzenie niczego nie nauczy.
Advertisements