Kim jest szwajcarska Polonia? Co nas motywuje? Co nas denerwuje? Jak odnajdujemy się w nowej rzeczywistości? Tych pytań jest mnóstwo. I każde warte odpowiedzi.

Wokół nas jako Polonii kraży mnóstwo stereotypów, a te już przebrzmiałe, zastępują nowe. Nie pijemy już tak dużo, pracujemy solidnie i rzetelnie, ale jesteśmy zbyt żądni sukcesu i sobie nawzajem wilkiem.

Tyle, jeśli chodzi o domysły, mniej lub bardziej poparte faktami.

A same fakty. Te autentyczne? Może raczej wirtualne:

Obrzucamy się raz po raz błotem na polskich forach. Narzekamy na potęgę. Na Szwajcarię, na Polskę. Zarzucamy sobie nawzajem brak pariotyzmu albo jego nadmiar.

Jako niepoprawny realista obstawiam jednak, że pod tą skorupką stereotypów i niedomówień, kryje się o wiele ciekawszy obraz nas jako ludzi, którzy wybrali taką a nie inną drogę życia.

————————————————————————————————————————–

Kogo mam zacząć obgadywać jak nie siebie samego? I żeby ułatwić Wam przebrnięcie przez morze tekstu, podzielę te odpowiedzi na parę pytań.

Te same pytania trafiły wcześniej do kilkunastu osób, reprezentantów Polonii w Szwajcarii i będą ukazywać się regularnie w kolejnych tekstach tego mini cyklu. Chcesz na nie również odpowiedzieć i pojawić się na blogu? Napisz do mnie na FB albo na paparentaladvisory@gmail.com

Kiedy i dlaczego przyjechała(e)ś do Szwajcarii?

Dostałem propozycję przeniesienia/formy awansu na czas określony. Chodziło o 6 miesięcy pracy jako pełniący obowiązki kierownicze w szwajcarskim oddziale firmy, w której pracuję.  Z 6 miesięcy zrobiło się w międzyczasie ponad 8 lat. Mój start – co za tym idzie – był dość gładki. Potem bywało za to różnie.

Jak wyglądały Twoje pierwsze tygodnie w tym kraju?

Z racji na korporacyjny transfer miałem bardzo ułatwione zadanie. Firma zorganizowała mi przeprowadzkę, zapewniła hotel na początkowy okres, potem pomogła wynająć mieszkanie i załatwić początkowe formalności. Potem, dość nagle, to wsparcie się urwało i całą resztę zacząłem ogarniać sam: oswajać się z tutejszą rzeczywistością, organizować sobie życie, przeprowadzając się w sumie 3 razy w przeciągu ostatnich 8 lat. Ciekawostka – zawsze w obrębie tej samej miejscowości 😉

Czy i jeśli tak jak szybko udało Ci się zintegrować, poczuć jak u siebie?

Chyba dopiero po 2 latach zacząłem czuć się jak u siebie. W początkowym okresie, byłem się trochę odrealniony – z własnej winy czy wyboru – i wyłączony z tutejszej rzeczywistości. Mój czas rozkładał się pomiędzy pracę w biurze, delegacje i loty do Polski. Nie poświęcałem dużo uwagi Szwajcarii w tamtym okresie. Potem jednak przyjechała tu moja przyszła żona, urodziło nam się dziecko i z każdym dniem zaczęliśmy wrastać w Szwajcarię. Nigdy nie miałem problemu z zaakceptowaniem tutejszych norm społecznych i prawnych, przeciwnie – bardzo na rękę była mi dość mocna przejrzystość reguł gry, przynajmniej jeśli chodzi o moje własne doświadczenia. Teraz chyba mentalnie jestem już dość mocno zeszwajcarzony, w sensie, bezproblemowo odnajduję się w tutejszej rzeczywistości i pasuje mi to jak, gdzie i z kim żyję (sąsiedzi, znajomi).

Czy bierzesz udział w życiu Polonii lub podejmujesz własne inicjatywy?

Piszę. Poprzez pisanie poznaję ludzi. Nigdy nie traktowałem bloga jako formy zarobku czy biznesu, wystarczy mi to, co robię zawodowo. Zależało mi jednak na poznawaniu nowych ludzi, odkrywaniu nowych horyzontów i wychodzenia ze swojej strefy komfortu – tak, wiem, posługuję się bełkotliwym żargonem. Ale tak wprost – jestem po prostu ciekawy świata i ta ciekawość dotyczy mojej bliższej jak i dalszej okolicy. Myślę, że punktem przełomowym dla mnie było zawiązanie grupy Polscy Blogerzy w Szwajcarii – to był katalizator sporych zmian „socjalnych” w moim życiu, otwarcia na ludzi, których – być może – w innych okolicznościach bym nie poznał bliżej.

Jak widzisz Polonię szwajcarską?

Moje doświadzczenie pokazuje, że to co się dzieje na polskich forach (a dzieje się wiele niedobrego, to trzeba powiedzieć wprost), a życie codziennie to dwie różne bajki. Czasem mam wrażenie, że forum zalegają częściowo jakieś smutne, sfrustrowane osoby, a Szwajcarię zamieszkują pozytywni, ambitni, zmotywowani Polacy. Jest też opcja, że te frustracje w bezpośrednim kontakcie są mocno ukrywane, ale chcę wierzyć, że większość z nas nie narzeka, widzi szklankę do połowy pełną i świetnie sobie daje tu radę. I co ważne – pomaga sobie nawzajem.

Może to kwestia szczęścia do ludzi, ale nie spotkały mnie, poza dwoma czy trzema przypadkami, jakieś przykre sytuacje. W tym wypadku statystyka działa na korzyść optymistycznej teorii na temat Polaków w Szwajcarii.

Mając tą wiedzę o życiu w Szwajcarii, jaką masz dziś, jaką radę dałabyś sobie samej przed laty w dniu przyjazdu?

Po pierwsze – ser raclette rotapia się przed położeniem go na kanapkę. Wiem, żenujące, ale z początku traktowałem go jak normalny ser.

Wiem już teraz także, jak mylny jest zewnętrzny obraz Szwajcarii. Idealizowanie tego kraju jak i jego demonizowanie to dwie, skrajne postawy, których bardzo nie lubię. Nie czuję się w obowiązku być wdzięcznym za to co „daje” mi Szwajcaria, bo wypracowuje sobie to sam, z drugiej strony czuję wobec tego kraju respekt i szanuję jego zasady. A ponad tym wszystkim – naprawdę go lubię, a region Mythen w kantonie Schwyz prawie już zastąpił mi ukochane Tatry.

Co cię motywuje?

Nienasycenie. Chcę zawszę więcej i więcej. Niekoniecznie w materialnym sensie. Chciałbym poznawać, odkrywać, robić fajne rzeczy, pokazywać te fajne rzeczy moim dzieciom. Nie bać się ryzykować i iść odważnie przez życie. Paradoksalnie staram się nie za bardzo ryzykować i iść ostrożnie przez życie, ale to pragnienie chyba nigdy we mnie nie zgaśnie. Moja znajoma prowadzi bloga, który idealnie oddaje to, do czego chciałbym dążyć, a co nie zawsze mi – z rożnych względów – wychodzi. Have less, do more, be more.

Jeśli interesują Was historie polskiej Polonii w Szwajcarii polecam bloga Ani Paszkowiak www.szwajcariamoimioczami.ch, gdzie znajdziecie wywiady sprzed paru lat, które Ania przeprowadzała.

 

Reklamy