CZĘŚĆ DRUGA- Tu sprawdź część pierwszą – Jak lansować się po szwajcarsku? – Czytelnicy Pytają, Paparental Advisory Odpowiada #8

  1. Lans na franka szwajcarskiego i pracę w Szwajcarii

 Miasto, żaden Kraków, Poznań, Katowice czy Warszawa, gdzieś w centralnej Polsce.

Wchodzisz do popularnej w tym mieście knajpy. Wcześniej wyszukujesz listę najlepszych 10 i wybierasz taką pomiędzy miejscem 8 a 10.

Podchodzisz do kontuaru. Zamawiasz drink, w średniej cenie. Na najdroższego przyjdzie czas. Rozglądasz się. Na razie przy barze jesteś sam. Nic dziwnego, jest 15:00.

Mija parę godzin. Sączysz tego swojego drinka, bo nie chcesz się spić. Wybija 21:00.

W barze jest już spora grupa ludzi. Obok ciebie stanęło kilka dziewczyn, całkiem atrakcyjnych. To jest TEN moment.

Poproszę whisky z colą – prosisz barmana. Może być ta droższa – dodajesz sciszonym głosem, ale tak by te dziewczyny obok cię dokładnie słyszały.

Atmosfera się zagęszcza. Oczy dziewcząt skupione sa na tobie. Twoja pachnąca nowością marynarka z Otto’s oraz przecenione buty z Dosenbacha robią wrażenie.

Przepraszam – mówisz do barmana – brakło mi złotówek. Czy przyjmujecie franki?

Wyciągasz banknot – 200 Franków pachące jeszcze szwajcarskim bankomatem w twojej wsi.

Dziewczyny otwierają szeroko oczy.

Tobie – „przy przypadek” – na bar wysypują się monety – 2, 1, nawet 5 Franków. Leci to wszystko na podłogę. Ty udajesz zakłopotanie.

Dziewczyny pomagają ci zbierać. Co to za pieniążek? – pyta jedna z nich.

Aaaa, wiesz, to frank szwajcarski – odpowiadasz niby beztrosko.

Pracujesz w Szwajcarii? – pyta dziewczyna…

Twój wewnętrzny mały diabełek zaczyna się śmiać szerokim śmiechem.

Miernik buractwa: 4/5

  1. Lans na Szwajcara

Najgrubszy kaliber, lans ze 100% skuteczności, ale wymaga wysiłku i czasu.

W szkole byłeś poniżany? Masz kompleksy, większe niż polski deficyt budżetowy? Nie masz przyjaciół, a rodzina cię ledwo toleruje? To lans dla ciebie.

Musisz być cierpliwy. Jak w Skazani na Shawshank.

Bo trzeba odczekać swoje. Paszport szwajcarski dostaniesz dopiero po 12 latach siedzenia w Szwajcarii. Dostaniesz? Hahahaha. Musisz się o niego ostro postarać.

Będzie warto.

Paszport to kropka nad i. W ciągu tych 12 lat musisz jednak ćwiczyć. Być jak ninja. Szkolić umiejętności, których użyjesz jak już wrócisz do kraju.

Starasz się zapomnieć jak najwięcej języka polskiego.

Ćwiczysz wplatanie niemieckich słów do swoich wypowiedzi.

Oduczasz się jeść: pierogów, kotletów, bigosu.

Zaczynasz krytykować innych Polaków przyjeżdzających do Szwajcarii.

Wśród przyjaciół masz samych Szwajcarów. Znaczy się, starasz się mieć, bo nikt i tak nie chce się z tobą przyjaźnić. Polacy – bo byłeś wobec nich bucem. Szwajcarzy – bo dla nich nadal jesteś bucem.

Cierpliwości.

Revenge is a dish best served cold. Zemsta najlepiej smakuje na zimno.

Minęło dwanaście lat, masz już paszport, w domu jesz tylko roesti i zurcher geschnetzleltes.. geschnitze… nadal nie wiesz jako to się pisze, ale nic to.

Jedziesz do Polski. Na lotnisku w Pyrzowicach witasz celnika swojskim „Gruezi!”. To już pierwszy moment, kiedy pokazujesz swoją wyższość.

Na pytanie, czy masz coś do oclenia odpowiadasz – „Bardzo przepraszać, ale ja słabo mówić po polski”.

Nie jest ci już wstyd, czekałeś na ten moment od lat.

Przyjeżdżasz do rodzinnego miasta. To już twój czas, już za chwilę pochwalisz się przed znajomymi swoim poziomem szwajcarskiego zintegrowania, twoją słabą znajomością polskiego, twoją metamorfozą ku lepszemu bytowi. Parę słów po polsku jeszcze kojarzysz, więc może cię jakoś zrozumieją.

Nie możesz się już doczekać. Z rodziny zostało ci już kuzynostwo, ale to wystarczy, żeby się popisać.

Podjeżdżasz pod stary blok rodzinny. Blok jest odrapany. Nie to, co w Szwajcarii.

Wchodzisz do klatki. Dzwonisz. Nikt nie otwiera. Cisza.

Z mieszkania obok wychodzi sąsiadka.

Entschuldigung, czy mieszka tu Familie Malinowscy? – pytasz z wyraźnym szwajcarskim akcentem.

Paaaanie – odpowiada sędziwa sąsiadka. Oni tu już dawno wszyscy do Szwajcarii wyjechali.

Miernik buractwa: 5/5

Reklamy