Pytanie o lans w Szwajcarii wysłał mi czytelnik, Jan z Podkarpacia. Jan pytał, w jaki sposób można lansować się życiem w Szwajcarii?

Trudna kwestia, bo lansować się życiem w Szwajcarii tu na miejscu niespecjalnie łatwo, bo każdy ma i widzi podobne rzeczy, więc czym tu się chwalić? No chyba, że jesteście dziećmi rosyjskich oligarchów – wtedy macie dość szerokie pole do popisu.

Łatwiej jednak chwalić się i lansować Szwajcarą przed rodziną czy znajomymi w Polsce.

Ku przestrodze, należy sobie zadać naturalnie pytanie – czy poprzez taki lans mogę wyjść na buraka? I odpowiedź jest tu względnie prosta: tak, wyjdziesz prawdopodobnie na buraka.

Ale lans to lans.

A mój dobry znajomy zwykł mawiać: życie to ciągły lans, bo nawet jak się nie lansujesz, to się lansujesz, bo się lansujesz, że się nie lansujesz.

Postanowiłem wyłuskać kilka rzeczy, które zrobią wrażenie na rodzinie w Polsce podczas wizyty na Święta Wielkanocne. Dodałem do tego pewne narzędzie ostrzegające. Miernik buractwa w skali od 1-5.

  1. Burak cukrowy – słodki w swoim buractwie, nieszkodliwy dla otoczenia, potrafi być zabawny
  2. Botwina – nadal pozostająca w granicach dobrego smaku, ale nie każdy polubi
  3. Burak ćwikłowy – zaczynasz balansować na cienkiej linie dobrego smaku i sympatii otoczenia
  4. Burak pastewny – człowiek nie ruszy, świnia nie pogardzi, słowem: w odpowiednim towarzystwie nawet taki burak się odnajdzie
  5. Buraczane pole – apogeum buractwa, idź i nie wracaj
  1. Lans na ser

Siadacie do obiadu wielkanocnego. Na stole lądują kotlety, jest rosół, ziemniaki, marchewka z groszkiem i kompot.

Patrzysz i mówisz: och,  jakże pysznie to wygląda, ja od dawna nie jadłem takich łakoci, bo ciągle tylko to fondue i raclette zapijane białym winem. Słowo FONDUE i RACLETTE podkreślasz, mocno i głośno je akcentując.

Wtem ktoś pyta – a co to jest, to fondue?

I już wiesz, że uwaga rodziny tego dnia będzie skupiona na tobie.

Zaczynasz elaborować na temat przyrządzania fondue i raclette, ich rodzajów, bo ty najbardziej lubisz takie z pieprzem i że to jest tak popularne jak u nas kebaby, albo kiedyś zapiekanki i że kiedyś przywieziesz i może ktoś chce zamówić, może przywieźć paczuszkę, drogo nie weźmiesz, bo to w końcu rodzina.

Wszyscy uśmiechają się do ciebie, a babcia dzień później opowiada sąsiadce, jakiś ty światowy.

Miernik buractwa: 1/5

  1. Lans na Alpy

Lans na Alpy jest lansem nieoczywistym. Nie podkreśla zalet Alp bezpośrednio, ale delikatnie przemyca informację, że je widziałeś i że są zajebiste.

Siedzicie z dawno nie widzianymi znajomymi na chatce w Beskidach, ognisko, piwo, kiełbaski. Wspominacie stare czasy.

I tak ni stąd ni zowąd mówisz: a wiecie, brakuje mi tych naszych polskich gór. Tych Beskidów, Tatr, małe są, ale piękniejszych nie znajdziesz.

Ktoś zapyta: – a czy Ty przypadkiem nie mieszkasz w Szwajcarii i nie widziałeś Alp? Nie wolisz ich od naszych gór?

W brzuchu robi Ci się ciepło, bo przynęta chwyciła.

Aaaa, tak, wiesz, Alpy znam jak własną kieszeń, chodzę po nich średnio co weekend, ale wiesz, one są takie komercyjne, tam nawet na 3000 metrów kolejką wiedziesz, mosty zwodzone porozstawiane, schody porobione, żeby na szczyty można było wejść.

Pokazujesz zdjęcia z komórki.

Cała grupa zbiera się wokół ciebie.

Oni nie wiedzą i nigdy się nie dowiedzą, że te Beskidy to tak naprawdę masz w dupie.

Miernik buractwa: 2/5

  1. Lans na Zurich

Siedzicie w knajpie, ktoś mówi, że leci na delegację z Warszawy do Zurichu.

Prosta piłka. Kto przejmuje inicjatywę, jak nie ty.

Ej, ja w Zurichu od lat – mówisz. Pokażę Ci to i owo. I luzik, jesteście dogadani.

Spotykacie się na lotnisku, kolega proponuje taksówkę, ale mówisz – wiesz, tu to strasznie drogie, mnie to jeszcze byłoby stać, bo tu żyję, ale ciebie na koszty narażać nie będę. Zurich to jedno z najdroższych miast na świecie, czaisz to? – dodajesz.

Jedziecie S-Bahnem.

Wysiadacie, kolega chce kebab.

No, co Ty! – kebab w Zurichu!? Tu niedaleko jest najstarsza wegetariańska restauracja w Europie. Ja zapraszam! Wiem, że u ciebie kiepsko z kasą odkąd frank podrożał, a tobie do spłacenia kredytu sporo zostało. W ogóle to kebaby to kiepska myśl, drogie, niedobre, w Polsce sobie zjesz.

Minęło parę godzin, ty non stop podkreślasz A) drożyznę w Zurichu B) że ciebie jednak stać.

Pod koniec dnia kolega już mało się odzywa. Następnego dnia usuwa cię z facebooka.

Miernik buractwa: 3/5

CIĄG DALSZY NASTĄPI.

Zdjęcie tytułowe:

Wystawa „Bogactwo” w Zachęcie. Gregor Różański, A WY CO, BIEDAKI?, 2016, fot. Marek Krzyżanek

==========================================================================

To jest Paparental Advisory, więc nie bierz każdego przeczytanego zdania dosłownie. Szukaj między słowami. A jeśli nie znajdziesz, to znaczy, że źle szukała(e)ś.

Reklamy