Dziś pytanie, które wraca jak bumerang i powoduje niemałe kontrowersje. Czy ze Szwajcarem można się zaprzyjaźnić? A może Szwajcarzy są faktycznie tak nietowarzyscy, jak się powszechnie sądzi?

Pierwszą kwestią jest pewne rozgraniczenie. Szwajcar czyli kto? Osoba legitymująca się szwajcarskim paszportem, mieszkająca tu od dwóch, trzech pokoleń czy Szwajcar z dziada pradziada? I dalej: włoskojęzyczny, francuskojęzyczny czy może niemieckojęzyczny Szwajcar?

Piękno Szwajcarii polega między innymi na jej różnorodności. A mentalność Szwajcarów to nie monolit. Temperamenty i stopnie towarzyskości mogą bardzo się między sobą różnić ze względu na pochodzenie i region.

Odpowiedzieć na pytanie czy Szwajcarzy są lub nie są towarzyscy, to porwać się na niebezpieczną i tak bardzo nielubianą przeze mnie generalizację.

Zróbmy więc inaczej. Zróbmy tak zwany camera check i spójrzmy na indywidualne historie.

Ponad pół roku temu przeprowadziliśmy się do nowego domu. Pojawiła się obawa, jak przyjmą nas sąsiedzi.

Obawa rozwiała się w przeciągu paru dni, kiedy dostaliśmy zaproszenie na przyjęcie uliczne dla wszystkich z naszej ulicy. Przyszło tych sąsiadów całkiem sporo i nawiązały się pierwsze znajomości.

Potem nowo poznane sąsiadki zaczęły spotykać się z moją żoną. U nas w domu, na kawę. U nich, na pieczenie ciastek i robienie wieńców adwentowych. Taki mini klub gospodyń wiejskich.

Co ciekawe, przetrwały także znajomości ze starego miejsca zamieszkania. A to nasza poprzednia sąsiadka zaprosiła nas na grilla. A to z kolei grupka naszych sąsiadów przyszła na kolację. I pewnie byłyby kolejne rewizyty, ale wszystkich pokonuje co rusz największa bolączka każdego pracującego lub/i wychowującego dzieci człowieka – brak czasu.

Znajomości zaczęły się nawiązywać także poprzez przedszkole naszej Zuzanny. Ostatnio odwiedziła do nas mieszana para hiszpańsko-szwajcarska, chwilę potem byliśmy już u nich na herbacie i ciasteczkach, a zapowiada się na kolejne spotkanie. Dzieci się lubią, nam się też fajnie rozmawia. Jest miło i bezpretensjonalnie.

Przykładów można by mnożyć.

Wniosek. O przyjaźń jest tak samo trudno, jak wszędzie. O znajomości – stosunkowo łatwo, wystarczy wyjść ze swojej skorupki i otworzyć się na ludzi. Na 10 mruków i nietowarzyskich Szwajcarów, przypada kolejnych 10, którzy z chęcią z Wami się zaznajomią.

P.S.

W nawiązywaniu znajomości baaardzo pomagają dzieci. Nasza córka znalazła szybko wspólny język z nowo zapoznaną koleżanką. Ciekawe, co je połączyło… (patrz zdjęcie, sorry, za jakość, zwykła komórka).

Reklamy