Dbanie o formę fizyczną – ważna rzecz. Każdy się stara, a nawet jak się nie stara, to udaje, że się stara. Bycie fit jest na czasie.

Część z nas jest bądź może będzie rodzicami. Czy jako rodzice potrzebujemy siłowni, planów treningowych, zorganizowanej aktywności sportowej? Przyjrzyjmy się trzem przykładom, gdzie wydawanie pieniędzy jest zbędne, bo crossfit mamy już na codzień.

1. Podnoszenie ciężarów

Dochodzę do wniosku, że dzieci są bardziej przebiegłe niż nam się wydaje. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jesteśmy na zakupach w centrum handlowym. Łazimy już całe 5 minut. Nagle Filip (2,5 roku) staje, patrzy na mnie oczami Kota w Butach ze Shreka i mówi jedno, jedyne słowo: „tuli”.

Mam go przytulić. Nie krzyczy, że nie pójdzie. Nie kładzie się na podłodze. Nie histeryzuje. Uderza za to w najczulszą stronę mojej duszy. Mam go tylko przytulić. Biorę, więc go na ręce i…

…i to tulenie trwa oczywiście większość zakupów. Po wszystkim muszę się przebrać, bo z wysiłku mam mokre plecy. A następnego dnia zakwasy.

2. Podbiegi

Bardzo fajnie się ogląda te zawody, kiedy ludzie wbiegają na wieżowce po schodach na czas. Ja mam to co wieczór.

Jestem już pewny że dzieci już przebrane, napojone, wycałowane na noc i okryte kołderką. Przymykam drzwi od ich sypialni, schodzę na dół do salonu. Parę minut i słyszę Filipa: „aaacciiuuu!!!”. Skończyło się mleko (mleko to u niego „aciu”, ale sok to sok, a woda to „oda”).

Wchodzę więc na piętro do sypialni. Biorę butelkę od Filipa. Schodzę do kuchni. Podgrzewam mleko. Wchodzę na górę do Filipa. Daję mu mleko. Schodzę na dół.

Po chwili słyszę Zuzannę – „czy ja też mogę mleeeczka?”. Idę do kuchni, biorę kubek. Nalewam mleka. Wchodzę na piętro do sypialni. Daję jej mleko. Schodzę na dół.

Siadam na kanapie.

Po chwili słyszę: „A przytulisz naaas?”

Wchodzę więc ponownie na piętro do sypialni. Przytulam. Całuję. Zaczynam schodzić na dół.

W połowie drogi słyszę: „a mamuuuusiaa?”…

3. Przysiady

Kiedyś obiecałem sobie, że będę robił tak 20 przysiadów co rano. Dla zdrowia. W przeciągu mojego bycia ojcem średnia dziennych przysiadów znacznie jednak wzrosła.

Standardem jest, że moje dzieci – jak prawdopodobnie każde dziecko na świecie – mają zabawki WSZĘDZIE. Staramy się pilnować porządku i dzieci mają obowiązek sprzątać po sobie, ale i tak zawsze gdzieś pod kanapą, pod szafką czy w innych ciekawych miejscach znajdzie się coś, co trzeba podnieść.

Krok. Przysiad. Podniesienie klocka LEGO. Wyprost. Obrót. Parę kroków naprzód. Przysiad. Podniesienie małego resoraka, na którego prawie bym nadępnął kilka chwil wcześniej. Wyprost. Kolejny krok. Po 30 powtórzeniach przerwa.


Myślę, więc o tym całym crossficie. Podobno to bardzo relaksuje.

Reklamy