Rozmawiałem dziś z koleżanką o spotkaniu w przedszkolu, które mieliśmy wczoraj. Opowiedziałem z grubsza o przebiegu, o tym, że Zuzanna pójdzie od sierpnia do Primarschule. Zapytała czy jestem dumny z jej wyników w nauce.

Czy jestem?

Właściwie tak.

Właściwie, bo o wiele ważniejsze wydaje mi się coś innego.

Patrząc na wynik Zuzanny, widać tylko podsumowanie, końcowy efekt. Nie widać pracy, zaangażowania, stresu, przełamywania strachu i adaptowania się do nowych okoliczności. Nie widać jak mocno poprawił się jej niemiecki w ciągu tych 12 miesięcy i jaką drogę przebyła. A to taka mała kaczuszka.

To trochę jak z pracą mojej żony. Zdjęcie opublikowane na jej stronie to efekt końcowy. Po drodze jest – podobnie jak powyżej – dużo pracy, stresu, przygotowań do sesji, planowania stylu sesji, kadrów, ciągłego rozwijania umiejętności i poprawiania jakości – tak w kwestii robienia zdjęć i ich procesowania, jak i obsługi klienta, obróbki zdjęć, różnych administracyjnych i marketingowych czynności związanych z prowadzeniem firmy.

Pstryknięcie migawki. Zdjęcie.

Półgodzinne spotkanie. Wynik na świadectwie dziecka ze szkoły.

Pomiędzy jest mnóstwo elementów, które prowadzą do właśnie tego, a nie innego rezultatu.

O tym chce pamiętać i tego chcę uczyć Zuzanny. Brzmi to, jak wyjęte z najbardziej grafomańskich czeluści internetu, ale jest prawdziwe – w życiu nie chodzi o tylko cel, ale o podróż do celu.

Ja większą dumę odczuwam z drogi, którą Zuzia przebyła niż z tego wczorajszego podsumowania.

Moja córka nie będzie zawsze wygrywać. Moja żona nie zawsze odnosi sukcesy. Ja także nie.

Chcę by Zuzanna zdawała sobie z tego sprawę i potrafiła iść swoją drogą, bez względu na wszystko i wszystkich. I nie przywiązywała się, do miłego, ale ulotnego wyniku.

Wynik liczy się bardzo jednak w jednym, jedynym przypadku. I wtedy cel uświęca środki.

Kiedy? Gdy organizujesz rocznicę dla żony/dziewczyny/partnerki.

Wtedy lepiej sie nie myl…

 

Zdjęcie tytułowe, jak zawsze z AE Krol Photography, http://www.aekrol.com.

Reklamy