Powód mojej ponadmiesięcznej nieobecności na blogu jest prozaiczny – awans i zmiana stanowiska. Od początku maja do teraz żyłem praktycznie pracą, a teraz zaczynam powoli łapać drugi oddech i wracam do regularniejszego pisania. Po przerwie nie będę męczył Was tematami stricte rodzicielskimi. W zamian opowiem o paru rzeczach, w których Szwajcaria mnie zaskoczyła (albo paradoksalnie – nie zaskoczyła).

 1. Podawanie ręki

W Szwajcarii podaje się rękę praktycznie wszędzie. W przedszkolu, w szkole, w miejscu pracy. Ostatnio była nawet głośna sprawa o uczniach, którzy tej ręki podawać nie chcieli, a ostatecznie będą musieli, bo tak nakazuje tradycja.

 Parę lat temu zostałem poddany operacji. No i leżę sobie w fartuchu na łóżku, wiozą mnie na salę operacyjną, ja lekko spanikowany, ale staram się trzymać fason. Wjeżdzamy, a tam cały tabun lekarzy czy innych asystentów. Każda, dosłownie KAŻDA z tych bodajże sześciu osób przywitała mnie przez podanie ręki. Ostatnia była anestezjolożka, w momencie gdy podała mi rękę, praktycznie już odpływałem pod wpływem pełnej narkozy. Gdy się wybudziłem pierwsze co mnie przywitało to – podanie ręki.

2. Hierarchia w pracy

Nie ma znaczenia czy jesteś sprzątaczką, czy dyrektorem. Każdy bez wyjątku jest dla siebie uprzejmy i zagada, wypije kawę, poplotkuje chwilę z tobą na różne tematy. To nie jednorazowe bratanie się z pracownikami w czasie wyjazdowych popijaw, to właściwie element dnia codziennego, kiedy dyrektor pije kawę z szeregowymi pracownikami, a sprzątaczka pogada z pracownicą biura, która nie patrzy na nią z wyższością.

 3. Marudzenie

Przyjęło się uważać, że Polacy narzekają na swój byt. Będąc tutaj 8 lat nie zauważyłem, by w Szwajcarii było specjalnie inaczej. Nie każdy, ale wielu narzeka. Na niskie (sic!) pensje, na chciwych polityków, na korki na autostradach, na ceny w sklepach mimo silnego franka, wreszcie na silnego franka. Wychodzi na to, że marudzą praktycznie wszyscy, bez względu na narodowość.

 4. Urzędy

Urzędnik – wróg obywatela. Możliwe, choć raczej nie tu. Rejestrowaliśmy firmę żony i mieliśmy dostarczyć dokumenty do końca miesiąca. Tak się złożyło, że w międzyczasie musieliśmy jechać do Polski. Zadzwoniłem, poprosiłem o 2, 3 dni więcej. Dostałem miesiąc i nie wiązała się z tym żadna kara czy opłata. Dodatkowo urzędniczka podatkowa z gminy przez pół godziny cierpliwie tłumaczyła mi co i jak mam zrobić, żeby zaoszczędzić na podatkach.

 5. Tabletki z jodem

To taka ciekawostka lokalna. W promieniu 100 km od miejsca gdzie mieszkam są bodajże trzy elektrownie atomowe. Energia elektryczna – co za tym idzie – jest tania. Ale jakieś ryzyko istnieje. Co za tym idzie, każdy nowy mieszkaniec gminy po prowadzeniu się dostaje pakiet z instrukcjami ewakuacyjnymi i po paczce tabletek z jodem dla całej rodziny. Na terenie gminy są oczywiście schrony.

 6. Cordon-Bleu

Cordon-Bleu – kotlet w panierce nafaszerowany szynką i serem to nie jest narodowe danie Szwajcarii, niemniej jednak bardzo popularne. Mój szwajcarski kolega z dumą zabrał mnie do restauracji w jego rodzinnym miasteczku, gdzie podobno serwują najlepsze cordon-bleu w regionie. Restauracji mających w repertuarze cordon-blue nie brakuje, niedaleko miejsca, gdzie mieszkam znajduje się restauracja Fat’n’Happy, gdzie serwują cordon-blue o nazwie Harakiri. To bydlę ma 1,5 kilograma, dostajecie do tego tyle frytek, ile wciśniecie. Uczta kosztuje 90 Franków i jest jeden haczyk. Zjecie tego bydlaka bez pomocy innych, dostaniecie voucher o wartości 90 Franków. Zawał serca w bonusie.

 7. Niesympatyczni Szwajcarzy

Powszechnie się uważa, że ze Szwajcariami trudno się zaprzyjaźnić, a relacje są powierzchowne. Moje doświadczenia całkowicie przeczą tej tezie. Ale nie do końca. Nasza sześćdziesięcioletnia sąsiadka organizowała ostatnio grilla dla zaprzyjaźnionych sąsiadów, w tym naszej rodziny. Było nas trochę, właściwie sami Szwajcarzy (w tym tacy z korzeniami włoskimi i portugalskimi, jak i Szwajcarzy z dziada pradziada). Po lampce wina i paru stekach ci właśnie Szwajcarzy zaczęli trochę narzekać… na Szwajcarów, że są trudni i ciężko się z nimi zaprzyjaźnić.

 8. Myśl lokalnie, działaj lokalnie

Moja dwudziestojednoletnia koleżanka z pracy praktycznie nie przemieszcza się poza kanton Aargau (nie liczę tu wypadów zagranicznych). Dla niej Zurych jest zdecydowanie za daleko, by tam imprezować (około 35 km od Aarau). Tu ma swoich kolegów i koleżanki, swoją drużynę sportową, swoje życie. Może to potwierdzać, że Szwajcarzy są bardzo, ale to bardzo mocno przywiązani do swoich miejsc zamieszkania i małych społeczności. Może też być zbędną generalizacją, bo co Szwajcar to opinia.

 9. Życie w bliskości z naturą

Popatrzcie na zdjęcie tytułowe wpisu. Da się bliżej?

(Zdjęcie Agnieszka Król Photography, http://www.agnieszkakrol.com. Wszelkie prawa zastrzeżone)

A Wy jakie macie doświadczenia ze Szwajcarią?

 

Reklamy