Moja córka ma prawie pięć lat. Tyle, że ja wiem, że moment, kiedy przedstawi mi swojego pierwszego chłopaka nastąpi prędzej niż mi się zdaje. To dało mi do myślenia i skłoniło do stworzenia listy cech charakteru, które chętnie widziałbym u jej wybranka. 

1. Romantyczny, ale nie do przesady

Niech ją czasem zabierze do kina. Nie ma problemu, nawet ich podrzucę. Niech daje jej kwiaty i czekoladki. Niech zabiera ją na romantyczne kolacje. Znów służę pomocą, żeby nie płacili za taksówki albo autobusy. Na tym jego romantyzm może się skończyć. Acha, ewentualnie składanki z muzyką może jej nagrywać, choć za parę lat cd pewnie już całkowicie wymrą. Seks oczywiście dopiero po ślubie. Albo najlepiej po mojej śmierci.

2. Zdolny do kompromisów

Jeśli człowiek uparcie obstaje przy swoim i nie dopuszcza do siebie myśli, że może być w błędzie to bez względu na pozostałe atrybuty nie będzie najlepszym kandydatem na faceta mojej córki. Nawet najlepiej wykształcony i oczytany buc nadal pozostanie bucem.

Z drugiej strony ktoś, kto na każde zapytanie będzie pytał ją o zgodę i nie będzie potrafił wybrać dań z karty w restauracji, bo chciałby ją zadowolić w 100%, a nie wie, co ona lubi – to też nie do końca to, co się na dłuższą metę sprawdzi.

Niech potrafi powiedzieć: przepraszam, spieprzyłem. Niech nie ucieka od odpowiedzialności. Niech spotykają się czasem w pół drogi, bo przecież nie zawsze muszą się ze sobą zgadzać.

3. Miks tradycjonalisty i liberała

Otwartość – słowo klucz. Niech nie uznaje jedynych słusznych prawd objawionych i kieruje się swoim rozsądkiem. Niech nie narzuca innym swojego zdania i rozumie, że świat to nie tylko czarno-biała masa, którą można odczytywać tylko w jedyny sposób.

Niech szanuje i pielęgnuje swoje tradycje. Choćby takie pierogi na Wigilię, jajko na Wielkanoc. Nie ma problemu.Niech szanuje jednak także tradycje innych.

Dopóki nie twierdzi, że moja córka ma sprzątać, gotować i „dbać o ognisko domowe”, dopóty wszystko jest w porządku. Niech mi się jednak tylko zająknie o patriarchacie i roli prawdziwego mężczyzny w prawdziwym domu, a zazna ogniska domowego – obracany na rożnie przeze mnie i mojego syna.

4. Dbający o siebie

Nie musi mieć sześciopaka na klacie, nie musi uprawiać sportów ekstermalnych. 

Ale niech myje włosy, zęby, nie łazi w przepoconych ciuchach i proszę, bardzo proszę – niech nie pali papierosów, bo naprawdę nie będę go zapraszał do domu, tylko rozmawiał z nim przed wejściem ubrany w skafander kosmonauty.

Z drugiej strony nie musi depilować nóg, brwi, farbować włosów i chodzić na manicure co drugi tydzień.

5. Ogarnięty

Już teraz wiem, że najbardziej będzie mnie wkurzał typ kolesia, który będzie przed moją córką roztaczał wizję życia na luzie, w wiecznym szczęściu i wolności, a przez dziurę w pustym portfelu będzie mu spoglądała mysz.

Pieniądze szczęścia nie dają – powiadają w większości ci, którzy żyją na koszt innych. I nie mylmy pojęć: pieniądze naprawdę nie powinny być celem, ale środkiem, a czasem mniej znaczy więcej. Tyle, że jeść, pić i gdzieś spać też trzeba, a ja nie mam zamiaru uprawiać sponsoringu.

Znowu idealny jest złoty środek – powinien wiedzieć, że z miłości się nie wyżyje, powinien jednak nie przeceniać znaczenia kariery zawodowej nad osobistym szczęściem swoim i osoby, z którą się związał.

To jest Paparental Advisory, więc moja powyższa litania to pobożne życzenia, które nie muszą się spełniać. Życzę sobie tylko jednego: by moja córka w przyszłości była szczęśliwa w swoich wyborach, nawet jeśli mnie osobiście nie będą one pasować.

Ale niech tylko jej przyszły chłopak spróbuje ją skrzywdzić, pozna wtedy gniew oceanu…

 

 

 

Reklamy