Kasety, a potem płyty cd zacząłem zbierać dość późno, bo dopiero pod koniec podstawówki. Apogeum tego zbieractwa przypadło na lata 1998-2001, kiedy jeszcze mp3 nie były w powszechnym użytku, a streaming dopiero zaczynał migotać na horyzoncie.

Po tym, jak zdechła moja wieża, spakowałem wszystko i wyniosłem do piwnicy. Z tej już uszczuplonej kolekcji (część płyt rozdałem, część sprzedałem, część pożyczyłem i zniknęły) postanowiłem wybrać kilka albumów, które na pewno przekażę swoim dzieciom.

(Załączam też linki do youtube z moim ulubionym utworem z danej płyty)

lalipuna

1. LALI PUNA „FAKING THE BOOKS”

Lali Puna to jeden z niewielu punktów stycznych gustów moich i mojej żony. Niemiecki minimalistyczny elektro pop towarzyszył mi zwłaszcza pod koniec studiów, kiedy podejmowałem decyzję o powrocie na Śląsk i rozpoczęciu nowego rozdziału życia, który doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem teraz. „Small Things” jest idealną wizytówką Lali Puna – delikatny, senny, kruchy kawałek, który prawie się rozpada na naszych oczach (uszach). Szukacie kołysanki dla dziecka? Nie szukajcie dalej.

Ulubiony utwór: „Small Things”. Kliknij tu, żeby przesłuchać.

Ulubiony fragment: „You say remember the small things”

 eels2. EELS „BEAUTIFUL FREAK”

W moim liceum nosiło się albo włosy krótkie albo długie, innych fryzur u moich kolegów zasadniczo nie było. Ja pamiętam swój eksperyment z fryzurą na Marka Everetta z Eels, zespołu, którego poza mną w klasie, a i chyba w całej szkole nikt nie słuchał. Jeśli coś mogłoby łapać się na namacalny dowód mojego młodzieńczego buntu, to było to właśnie słuchanie muzyki – totalnie pod prąd wszelkim modom i narzuconym z góry preferencjom. Nadal się nie wstydzę płyty „Live” Stachurskyego na mojej półce. Zakrywam ją tylko trochę Mozartem.

Ulubiony utwór: „Novocaine for The Soul”. Kliknij tu, żeby przesłuchać.

Ulubiony fragment: „Jesus and his lawyer are coming back”

everclear 3. EVERCLEAR „SO MUCH FOR THE AFTERGLOW”

 Kiedy miałem kilkanaście lat uważałem, że cała dyskografia Everclear to opowieść o moim życiu, ale potem nagrali utwór “Sex with a Movie Star” i okazało się, że byłem w błędzie. Niemniej jednak dla nastolatka, niesionego falą sprzecznych emocji, przeżywającego pierwsze, poważne licealne miłości i rozczarowania, lider Everclear- Art Alexakis był kimś, kto potrafił jakoś te emocje nazwać i znaleźć dla nich ujście w postaci fantastycznego, jak na mój słaby gust, power popu, który momentami ocierał się o znienawidzone przez Agnieszkę country.

Mam ich wszystkie płyty, ale „So Much for the Afterglow” było to pierwszą, a „The Swing” – odrzut z tego właśnie albumu pozostaje po dziś dzień moją ulubioną ich piosenką.

Ulubiony utwór: „The Swing”. Kliknij tu, żeby przesłuchać.

Ulubiony fragment: „sometimes I think letting go is just like giving up”

talktalk 4. TALK TALK “THE PARTY’s OVER”

Moje pierwsze kolonie. Jedziemy autokarem do ośrodka, ja siedzę z magnetofonem “jamnikiem” na kolanach i jak ostatni burak puszczam na cały głos „The Party’s Over”. Nie mija 15 minut, a chłopak za mną zaczyna wymiotować. Kierowca się zatrzymuje. Upomina mnie, że puszczam za głośno i podchodzi do wymiotującego chłopca. Ja zmieszany wyłączam jamnika. Po dziś dzień nie wiem, czy to choroba lokomocyjna, czy może moja muzyka. Moja żona uparcie twierdzi, że to drugie.

Ulubiona piosenka: „It’s So Serious”. Kliknij tu, żeby przesłuchać.

Ulubiony fragment: „I’ve given everything with nothing in return”

 ton5. TYPE 0 NEGATIVE “OCTOBER RUST”

W szkole był taki etap, że obracałem się w subkulturze (?) metali, sam metalem nie do końca będąc. Nosiłem bluzy z kąpiącą się we krwi dziewic Elisabeth Batory, słuchałem obowiązkowego black i death metalu, ale w samotności włączałem zawsze „October Rust”, album, który nic a nic się nie zestarzał i stanowi jedną wielką ponurą, rozerotyzowaną i pełną emocji opowieść o osamotnieniu i śmierci, a przy tym pełną zaskakująco osobliwego ciepła.

Ulubiony utwór: „Green Man”. Kliknij tu, żeby przesłuchać.

Ulubiony fragment: „spring won’t come”

 m836. M83 “SATURDAYS = YOUTH

„Saturdays=Youth” na pierwszy rzut oka wydaje się podręcznikiem dla młodocianych hipsterów przechodzących przez burzliwy okres dojrzewania. Tymczasem ten album to nic innego jak sentymentalna ucieczka w przeszłość dla trzydziestoletnich Piotrusiów Panów jak ja, którym ciężko przychodzi pogodzić się z tym, że trzeba dojrzeć emocjonalnie i niektórych rzeczy nie wypada już robić. Ze łzami w oczach patrzę na moje stare klocki LEGO w piwnicy i nie mogę doczekać się momentu, kiedy Filip przestanie jeść małe rzeczy, żebyśmy mogli się nimi razem bawić i budować statki kosmiczne.

Ulubiony utwór „Graveyard Girl”. Kliknij tu, żeby przesłuchać.

Ulubiony fragment: „I’m 15 years old and I already feel it’s too late to live. Do you?”

Reklamy