Jako rodzice jesteśmy często postrzegani jako nadwrażliwi. Słabo znosimy krytykę, zwłaszcza tą uderzającą w nasze dzieci. Ale czy nasza defensywna postawa nie jest czasami uprawniona?

W większości sytuacji jestem jak kwiat lotosu unoszący się nad oceanem rozwagi i spokoju, ale niekiedy moja legendarna cierpliwość zostaje wystawiona na próbę.

Wtedy nie mam ochoty zrobić nic innego, jak wsadzić delikwenta na karnego jeżyka.

1. Krytykuj mnie za wrzucanie zdjęć moich dzieci na Facebooka

Nie wrzucam dużo zdjęć dzieci na Facebooka, ale po urodzinach Zuzi – fakt, faktem – wrzucałem ich znacznie więcej. Nie mogłem długo czekać na reakcję, ukrytą pod płaszczem ogólnego komentarza – no, wiesz, moi dzieciaci znajomi non stop spamują mój wall na Facebooku zdjęciami swoich dzieci. Ty nie, ty zachowujesz umiar, ale wiesz – to strasznie irytujące.

Ta sama osoba nie widziała nic złego w wrzuceniu 300 zdjęć z wakacji, tagowaniu każdego kotleta, którego zjadła i 500 ujęć swojego kota czy psa w kolejnych 500 różnych pozycjach.

Po czym, jak sama została matką… zaczęła spamować zdjęciami swojego dziecka.

2. W restauracji zwracaj mi uwagę, że moje dzieci są takie głośne

Istnieją restauracje, które z zasady nie wpuszczają rodzin z dziećmi. Szanuję – ich biznes i ich wybór.

Gdy jednak idziemy do dużej góralskiej karczmy w Zakopanem, gdzie stado nawalonych kolesi drze się głośniej niż moje małe dziecko, a komuś akurat to moje dziecko przeszkadza to naprawdę mam ochotę walnąć mu kwaśnicą z żeberkiem i pierogami z mięsem w mordę.

Może wynika to z prostego faktu, że nie podejdziesz do tych nawalonych kolesi, bo się boisz, natomiast słowna tyrada w stronę mojego dziecka pomoże ci dać upust frustracji?

Chcesz ciszy i spokoju, siedź w domu. Dopóki moje dzieci normalnie się bawią i nie przeszkadzają innym, nie mam zamiaru interweniować.

Jeśli jednak przyjdziesz do restauracji i masz zamiar powiedzieć coś na temat moich dzieci, to najpierw upewnij się, czy nie mam pod ręką miski z kwaśnicą…

3. Mów mi, że twoje dziecko już zaczęło mówić, a moje jeszcze nie

To truizm, ale powiedzmy sobie to jeszcze raz – rozwój dzieci to sprawa bardzo indywidualna. To, że moje dziecko jeszcze nie mówi, nie stanowi dla mnie jakiegoś większego problemu. Skoro stanowi problem dla ciebie, to logicznie rzecz biorąc problem masz ty, a nie ja.

4. Krytykuj nadaktywność moich dzieci

Czytaj – moje dzieci są niegrzeczne, bo nie potrafią usiedzieć na miejscu.

Dziecko wda się w dyskusję? Dziecko wejdzie na łóżko i zacznie skakać jak na trampolinie? Dziecko próbuje samo ogarnąć robienie kanapki i zapaprze kuchnię?

Jeśli to robi, to najpewniej jest niegrzeczne. Dajmy mu tableta i cieszmy się spokojem…

To jest taka powszechna schizofrenia – oczekuje się, że dzieci mają w dorosłym życiu być aktywne, kreatywne, samodzielne i pewne siebie, ale na czas dzieciństwa dokładnie te atrybuty mają pozostać w ukryciu. Dla naszego świętego spokoju.

5. Dajesz dziecku sushi? Moje dziecko by tego nie zjadło!

Może dlatego, że je non stop pasiesz frytkami?

Reklamy