Zmęczeni? Poczekajcie, aż będziecie mieć dzieci – często słyszą bezdzietni, zarówno ci planujący, jak i nie mający w planach dzieci.

Prawda jak zwykle leży pośrodku, ale ciężko jej dociekać, kiedy większość z nas – tak rodziców, jak i bezdzietnych trawi zwyczajny brak dystansu do siebie samych. A wystarczy rozejrzeć się dookoła i próby generalizacji spełzają na niczym.

Mam znajomą, która dzieci nie ma, a zasuwa w pracy w banku, na uczelniach i zajęciach dodatkowych i mimo, że jest padnięta, zasuwa dalej, kiedy ja czasem zwyczajnie lenię się przed konsolą, bo dzieci oglądają bajkę. Znam też bezdzietnych, którzy żyją beztrosko jak dzieci kwiaty i śpią, ile chcą, bo mama im ugotuje. Inna moja znajoma pada na podłogę po kolejnej nieprzespanej nocy bo ich dziecko jeszcze nie skumało, że w nocy się śpi. Jeszcze kolejna, bezdzietna też pada, choć zupełnie z innych powodów.

Jak tu więc określić, kto ma gorzej? Można próbować.

Zmęczenie dałoby się pewnie obliczyć przy użyciu narzędzi statystycznych, a każda – od najprostszych do najbardziej skomplikowanych metodologii rozwiązywania problemów nakazuje najpierw zrobić jedno – zdefiniować o co nam w ogóle chodzi i co zamierzamy mierzyć, bądź z jakim problemem się uporać. Rozwiązania – kto ma gorzej i kto jest bardziej zmęczony – należy szukać po dokładnym zdefinowaniu pojęcia zmęczenia.

Posłużę się przykładem.

Strasznie się męczę oglądając mecze piłkarskie. No, po prostu nie moja bajka i nie jestem przetrawić 90 minut z okładem, jak jacyś kolesie biegają i kopią piłkę. Moje zmęczenie rośnie wprost proporcjonalnie do oglądanego meczu, więc przy jego końcówce wynosi 100%. To jest górny poziom mojego zmęczenia.

W tym samym czasie, mój brat, założmy, lubi mecze i z podziwem patrzy, jak Lewandowski wbija 10 gola. Jego zmęczenie wynosi znacznie mniej niż moje i przy końcówce stanowi może 10% mojego zmęczenia, a i to głównie ze względu na to, że musi latać do lodówki po piwo i do szafki po chipsy, bo sobie za mało nasypał do miski.

Słowem, mierząc zmęczenie trzeba przyjąć jakąś wartość stałą, która będzie odniesieniem do pomiaru zmęczenia u rodziców i bezdzietnych. Nie jest to łatwe, ale zapewne wykonalne i obstawiam, że ktoś, kto tego dokona, zakończy ten odwieczny spór i dostanie pokojową nagrodę Nobla.

Gdyby jednak się nie udało i między bezdzietnymi i rodzicami wybuchnie wojna, może się okazać, że pomimo początkowej liczebnej przewagi, ci drudzy polegną. Ze zmęczenia…

Reklamy