Ustalmy najpierw jedno: bardzo kocham moje dzieci i nie chciałbym wieść życia bezdzietnego singla. Czasem jednak mam wrażenie, że moje dzieci z miłych, włochatych mogwajów zmieniają się w gremliny, a ja nie wiem, jak sobie poradzić. Oto kilka z tych sytuacji.

1. Gniew oceanu w wannie

Nalewam wody do wanny, odwracam się na sekundę wziąć płyn do kąpieli, w tym czasie Filip próbuje już wleźć tam sam i o mało nie zalicza skoku na główkę, w kolejnej chwili jest już przy kranie i manipuluje wodą – muszę uważać, żeby nie puścił sobie zimnej, albo wrzątku.

Zuzanna w tym czasie skacze już w wodzie i chlapie na wszystkie strony, Filip znudził się i chce sam wyjść, wyciągam go, stawiam na dywaniku, sięgam po ręcznik, on w tym czasie już uciekł i lata goły po domu. Dogadaniam go i próbuję założyć piżamkę. W tym czasie słyszę, że Zuzanna dolewa sobie sama wody, a na mojej głowie pojawia się kolejny siwy włos.

2. Przedszkolna moda

Zanim moje dziecko wstanie robię z siedem podejść, w końcu jak się uda, pytam co by zjadło na śniadanie. Mleko z miodem i kanapkę z mozarellą. Po chwili okazuje się, że nie chleb, tylko Wasa, potem, że nie mozarella, tylko pomidorek albo najlepiej płatki. Ubieramy się, a wtedy słyszę, że te spodnie są brzydkie i ona w takich się nie pokaże. Kiedy mówię, że mam podobne na sobie, to dostaję ripostę: – tatuś, tatuś, bo ty nie jesteś dziewczyna, to tobie to obojętne.

3. Negocjacje handlowe

– Tatuś, kupisz mi to? – Zuziu, ale dlaczego mam Ci akurat to kupić? – dopytuję. – Bo jeszcze tego nie mam – odpowiada Zuza. Sytuacja powtarza się kilka razy.

Kiedy pytam, czy ma pieniądze, z reguły mówi, że ma w śwince skarbonce i odda po powrocie do domu. Argument, że ten dom dla lalek kosztuje 150 Franków, a ona ma w skarbonce może z pięć nie działa.

Ale trzeba przyznać, zawsze daje sobie wytłumaczyć i nigdy nie robi histerii w sklepie. Czekam na ruch Filipa, bo póki co jest za mały.

4. Ordnung muss sein

– Kochanie, posprzątaj swój pokój. Cisza…

– Kochanie, naprawdę proszę, posprzątaj swój pokój. Cisza…

– Kochanie, proszę natychmiast zająć się bałaganem w swoim pokoju. – Dobrze, tatuś – odpowiada Zuza.

 I nadal nic.

 – Kochanie, jeśli nie posprzątasz pokoju, będę zmuszony zabrać zabawki z podłogi do piwnicy. Skoro ich nie szanujesz, nie będziesz się nimi bawić.

 Cisza.

 Pakuję zabawki do worka.

 – Tatuś, nieeeeee! I zaczyna sprzątać…

5. Rodzinne kolacje

Kolacje zawsze jemy razem, w weekendy także śniadania i obiady. No i za każdym razem okazuje się, że w ogóle nie znam aktualnych gustów moich dzieci.

Filip raz dostał kurczaka, zawsze lubił, tamtym razem kurczak poszybował z talerza w moją stronę. Zrobiłem groźną minę i skarciłem go słownie: Filip, nie wolno!

W tym czasie Zuzia wydłubuje awokado z sushi i przerzuca mi na talerz. Nie będę jeść awokada, tata! Wcześniej nie było problemu…

Gusta i guściki moich dzieci zmieniają się jak w kalejdoskopie, choć jest parę punktów stałych (?). Filip, jak dotąd ubóstwia nielubiane przez Zuzannę awokado, Zuzanna ubóstwia mozarellę. Oboje nie pogardzą naleśnikami i zawsze przyjdą po dokładkę chrupków orzechowych.

6. Spanie z rodzicami

Rodzice dzielą się na tych, których śpią z dziećmi i na tych, których się do tego nie przyznają.

U nas to jest tak, kładziemy dzieci osobno spać. Filipa w jego łożeczku ze szczebelkami, Zuzannę w jej łóżku księżniczki.  I tak do około drugiej w nocy mamy luz.

Po drugiej pojawia się czasem w naszym pokoju mały, zbliżający się powoli do łożka, cień. Można się posikać ze strachu i nie wystarcza pocieszające założenie, że to prawie na pewno nasze dziecko.

Pół biedy, gdyby Zuzia była zajmującą mało miejsca myszką. Ona jest małą myszką, ale w czasie snu obraca się wokół własnej osi, zadając ciosy rękami i nogami na wszystkie strony. Czasami zastanawiam się, czy tu nie potrzeba egzorcysty…

Reklamy