Zakupy – nieodłączna część życia i niekończący się koszmar prawie każdego mężczyzny. Tu nie jestem wyjątkiem.

Do sklepów lubię jeździć ze sprecyzowanym celem, w przeciwieństwie do mojej kochanej żony, która czasem lubi urządzać sobie safarii po centrach handlowych. Swojego wroga trzeba jednak znać jak najlepiej, stąd pomysł na mini cykl o zakupach w Szwajcarii.

Ze względów na miejsce zamieszkania opiszę moje doświadczenia głównie z kantonów Aargau i Zürich. Za wszelkie korekty i uzupełnienia będę wdzięczny.

Dziś poznacie parę wskazówek i ciekawostek odnośnie przetrwania na zakupach w Szwajcarii.

Za dwa dni napiszę co nieco o zakupach w szwajcarskich sklepach internetowych.

A dalej, to już niespodzianka.

Zaczynamy?

1. Migros vs Coop

Pierwsze zakupowe zaskoczenie po przyjeździe do Szwajcarii? Rynek zdominowany jest przez dwie, potężne szwajcarskie sieci – Migros i Coop. Poza nimi jest jeszcze, z o wiele mniejszym udziałem w rynku: Aldi, Lidl, Spar i Denner. I to właściwie tyle. Udział inwestorów zagranicznych jest – w porównaniu z Polską – dramatycznie niski.

Podobno Migros to sieć typowo rodzinna, podczas gdy Coop preferują bardziej single i bezdzietne pary. Nie wiem, ile w tym przesądzie jest prawdy, więc może moja rodzina będąc wyjątkiem, potwierdza regułę. Mając Migros tuż za rogiem, wybieramy i tak dalej położonego Coopa.

2. Wyposaż się w karty Cumulus i Supercard.

Karty lojalnościowe oferowane przez Coop (Supercard) i Migros (Cumulus) to prosta droga do drobnych, ale solidnych oszczędności.

W obu przypadkach przy zakupach naliczane są punkty. Na każdy wydany frank przypada punkt na karcie, przy tym nie wszyskie produkty są objęte programem (dotyczy to m.in. worków na śmieci, biletów na koncerty). Różnice zaczynają się przy wymianie punktów na benefity.

Po zebraniu odpowiedniej ilości punktów na karcie Cumulus, otrzymujemy przesyłane pocztą kupony o wartości 5 franków za każde 500 zebranych punktów. Kupony można zrealizować przy kolejnych zakupach, a wartość kupony zostanie automatycznie odliczona od wartości zakupu.

W przypadku Supercard zgromadzone punkty można wykorzystać przy płaceniu za zakupy, ale tylko podczas określonych promocji. Czasami można nimi płacić za alkohol. Czasami płatność punktami można dokonać przy zakupie mięsa.

Obie sieci oferują także kupony zniżkowe i tu można czasem załapać się na ciekawe promocje.

3. Gdzie kupić piwo, wino czy mocniejsze trunki?

Pytanie zdaje się mieć prostą odpowiedź – wszędzie. Otóż nie, Migros zgodnie ze swoją polityką nie sprzedaje alkoholu. W stacjonarnych sklepach Migros nie uświadczycie ani piwa, ani wina, o mocniejszych trunkach nie wspominając. Są za to piwa i wina bezalkoholowe.

Po alkohol tylko do Coopa, Dennera, Lidla bądź Aldiego.

I tu ciekawostka. Denner należy do sieci Migros. Tak więc, Migros pośrednio, ale jednak ten alkohol sprzedaje.

4. Wieczorne czyszczenie półek.

Ceny w Szwajcarii potrafią przerazić. 9 Franków za małą pierś kaczki. Ponad 5 franków za makarony Rana, które w sąsiedniej Francji dostanie się za 2 Euro. 13 Franków za kawałek świeżego łososia.

I na to jest metoda.

Standardową praktyką jest wieczorna przecena produktów o upływającym terminie ważności. I tak, w godzinach popołudniowych zaczynają się pojawiać metki z przeceną do 50% na wybrane produkty. W ten sposób można sensownie zaoszczędzić.

My upatrzyliśmy sobie Mega Store Coop Dietikon Silbern. Warto tam zaglądać w dni powszednie, z naszych małych obserwacji wynika, że w godzinach między 14:00 a 15:00 pojawiają się pierwsze przeceny. Im później tym trudniej dostać coś przecenionego, ludzie regularnie czyszczą półki z przecenionych artykułów.

Ostatnio kupiliśmy 24 ostrygi za 18 franków, podczas gdy normalnie parę sztuk kosztuje franków 10. Łasimy się szczególnie na produkty bio, te są normalnie w dość wysokich cenach.

5. Kiedy robić zakupy?

Jest niedziela. Mam ochotę na domowej roboty smootie z banana, jabłek i pomarańczy. Wsiadam w samochód i… No właśnie, w niedzielę sklepy w Szwajcarii są zasadniczo zamknięte.

Wyjątek to dworce, tam znajdziecie, co potrzebujecie, a ceny nie odbiegają od cen w innych sklepach.

W ciągu tygodnia sklepy są otwarte najpóźniej do 19:00, w czwartki za to nieco dłużej, bo do 20:00, w weekendy podobnie. Listopad i grudzień to za to szaleństwo nocy zakupowych. Wtedy możecie wydawać pieniądze nawet do 22:00. Wow! Prawda?

Gdy sześć lat temu przyjechałem do Szwajcarii, Coop w mojej miejscowości miał „sjestę” i był zamknięty w godzinach obiadowych między 12:00 a 13:30. Z czasem zlikwidowano to okno zakupowe i niestety dla jego pracowników zakupy można robić bez przerwy od 7:30 rano do 19:00. Godziny pracy także tu wydłużono, kiedyś o 17:30 zamykano.

6. Chcecie być bio?

Chcecie kupować bio? Nie kupujcie (tylko) produktów oznaczonych bio. W Szwajcarii pełno jest farm, gdzie prosto od rolnika dostaniesz i warzywa i mięso. Tuż obok naszego domu stoi farma, a koło niej mały mleczny automat. 1,20 franka za litr i już pijemy świeże mleko od krów, które patrzą na nas czasami, gdy siedzimy na tarasie.

7. Dla miłośników galerii. Handlowych.

Mamy dwa ulubione centra handlowe, zlokalizowane względnie blisko nas. Shoppi Tivoli w Spreitenbach i Glatt w Wallisellen.

Lubię jeździć zwłaszcza do Glatt. Darmowy parking (rzecz bardzo nieoczywista w Szwajcarii), duży wybór sklepów, restauracyjna sieć z tajską kuchnią – Cha Cha.

Centra handlowe w porównaniu z polskimi robią paradoksanie skromne wrażenie. Mniejsze, bardziej kameralne i oferujące… przystępniejsze ceny. Przeceny w Zara czy Massimo Dutti przebijają często to, na co natykamy się w Polsce podczas naszych wizyt.

8. W Mc Donalds spotkajmy się.

Jak centra handlowe to i fast foody.

Na co dzień nie jemy w fast foodach, ale niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nie był w Mc Donalds.

Co ciekawe, Mc Donalds i Burger King to właściwie jedyne zagraniczne znane sieci fast foodowe, które zadomowiły się na szwajcarskim rynku. Przy czym, Burger King robił dwa podejścia.

Nie udało się Pizza Hut. Nie ma także KFC – sieć korzysta z kurczaków hodowanych masowo w nieludzkich warunkach, Szwajcaria natomiast od 20 lat zabrania tego typu hodowli,  a ze względu na cenę lokalnego „surowca” KFC nie miałoby możliwości oferowania swoich niskich cen i sens obecności na szwajcarskim rynku automatycznie przestaje istnieć.

Chyba niespecjalnie jest czego żałować, prawda?

9. Kwestia wyboru.

Odnoszę niejednokrotnie wrażenie, że asortyment w Szwajcarii – w stosunku do zagranicy – jest jednak mocno ograniczony. Migros sprzedaje w dużej mierze swoje własne produkty (produkowane przez – należące do sieci Migros – Mibelle kosmetyki, czekolady z fabryki Frey), Coop oferuje więcej zagranicznych marek, ale nie ma startu do oferty francuskiego Carrefoura, do którego czasem jeździmy (Mullhouse, 80 km od nas) po niektóre produkty i owoce morza (8 Euro za kilogram kalmarów!).

A Wy jakie macie doświadczenia z zakupami w Szwajcarii?

Reklamy