1. Spontaniczny wypad z kumplami w góry? Zapomnij.

Piątek. Wychodzisz z biura i z plecakiem pełnym przygód ruszasz na dworzec. A tam już kumple i każdy rozpromieniony na myśl o tym, co będziecie robić w chatce w górach. Jeden z nich wydaje okrzyk radości. OK, w tym momencie własnie się obudziłeś. Krzyk należy nie do Twojego kumpla, a Twojego dziecka, które śpi w pokoju obok. Patrzysz na zegarek, trzecia rano. Twoja dziewczyna przewraca się na drugi bok. Skubana udaje, że nie słyszy. Zwlekasz się z łóżka, robisz mleko, dostarczasz swojemu bobasowi.

Spontaniczność niekoniecznie umiera wraz z rodzicielstwem. Tyle, że w tej wersji oznacza raczej to, że spontanicznie zdecydujesz się jechać do sklepu, bo pieluchy się skończyły, a ty nie chcesz ryzykować.

2. Bo moje płyty i książki będą zagrożone

Jestem poniekąd pedantem. Przywiązuję jednak uwagę nie tyle do porządku ogólnego, co porządku w wybranych przeze mnie sferach. I tak moje ksiązki, płyty cd i dvd mają swoje miejsce. Lubię je porządkować lub jak to nazywa moja luba – przepatrywać. Wszystko na swoim miejscu i to dokładnie tak, jak sobie to wymarzyłem.

To znaczy – tak było zanim zostałem ojcem. Mamy taki fajny biały regał, który kupiłem w Pfisterze. No i dwie dolne półki stoją puste. Część moich płyt dokonało żywota, a część książek została (chyba?) zjedzonych. Domyślcie się dlaczego.

3. Bo romanse się skończą.

W etapie przeddzieciowym lubiłem z A. włazić do wanny pełnej gorącej wody. Z dwoma lampkami czerwonego wina. I tak siedzieliśmy godzinami, oglądaliśmy filmy, gadaliśmy i takie tam.

Teraz wannę oglądam najczęściej z zewnętrznej strony pilnując Zuzi i Filipa, żeby w tym ich radosnym amoku się nie potopili. Nie kąpałem się chyba od miesięcy. Co nie znaczy, że chodze śmierdzący do pracy, bo nadal mam luksusowe 120 sekund pod prysznicem każdego dnia.

4. Bo kasa, misiu, kasa.

Dzieci kosztują, a co lepsze, z każdym miesiącem coraz więcej. Wygrasz w totka – świetnie, będzie z czego spłacić długi. Na emeryturę raczej nie odłożysz, ale spokojnie, bo wcześniej i tak pewnie zejdziesz na zawał serca, jak córka przedstawi Ci pierwszego chłopaka. Wcześniej Twoim zmartwieniem było to czy kupić sobie Playstation 4 czy Xboxa One? Teraz problemu już nie będzie, cokolwiek kupisz i tak przejmą to Twoje dzieci.

5. Bo przyjaźnie się skończą.

Przyjaźnie i znajomości wymagają pielęgnacji. W przypadku posiadania dziecka, priorytety przewracają się do góry nogami i niestety, choćbyś bardzo się starał z 90% Twoich niedzieciatych znajomych kontakt się urwie albo bardzo ograniczy. To naturalna kolej rzeczy i trudno winić niedzieciatych, że zamiast iść z Tobą do kina na seans dla dzieci, wolą iść do klubu. Ale luz, wracając z zakupów późnym wieczorem w piątek poliżesz ich świata jak przez szybkę patrząc na otwierające się puby i masy ludzi śmiejących się i tańczących na ulicy. Jasne, są wyjątki, ale one potwierdzają regułę – świat dzieciatych i niedzieciatych dzieli nie przepaść, a dodatkowy wymiar w czasie i przestrzeni.

6. Bo odpowiedzialność rośnie.

Wpływam na suchego przestwór oceanu, mój śliwkowy Ford KA nurza się w zieloność i jak łódka brodzi, śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi, omijam koralowe ostrowy burzanu. Już mrok zapada, nigdzie drogi, ni żadnego baru, patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi; tam z dala błyszczy obłok – tam jutrzenka wschodzi. O słodka nieodpowiedzialności!

Nagle dołącza się do mojej wyprawy takie małe krzyczące. I patrz człowieku, żeby nic mu się nie stało i uważaj 24 godziny na dobę. Powodzenia!

7. Bo wszyscy tatusiowie przybierają na wadze.

Obyło się bez zaskoczenia. Przytyłem.

Ale w ciągu roku zrzuciłem 17 kilo i wróciłem do wagi sprzed 2007 roku. To akurat na plus.

Reklamy