W poniedziałek Zuzanna zaczęła oficjalnie chodzić do przedszkola. Oficjalnie, ponieważ zgodnie z regulacjami kantonu Aargau dzieci, które do 31 lipca 2015 ukończyły 4 rok życia zobowiązane są do rozpoczęcia edukacji szkolnej. W praktyce nasza córa do przedszkola chodziła już nieco wcześniej.

O wysłaniu jej do prywatnego przedszkola zadecydowały kwestie językowe – w domu mówimy po polsku, chcieliśmy, żeby Zuzanna zaczęła oswajać się z językiem społeczności, w której żyjemy.

Po mini researchu wybraliśmy Montessori Children’s House – dwujęzyczne przedszkole prowadzone w oparciu o zasady pedagogiki zdefiniowane przez włoską lekarkę Marię Montessori. O metodzie Montessori innym razem. Fakt faktem, Zuzanna powinna zaczynać właśnie naukę w publicznym przedszkolu, ale z uwagi na to, że dopiero pół roku temu dołączyła do prywatnego, postanowiliśmy tam własnie ją zatrzymać.

Przez pół roku co nieco już przeżyliśmy i zebraliśmy parę doświadczeń. Z czym się w ogóle takie szwajcarskie przedszkole je? O tym poniżej.

1. Zaczyna się i kończy na samodzielności.

Mojej żonie prawie osiwiały włosy, gdy jeżdząc samochodem przez naszą miejscowość widziała masę malutkich szkrabów samodzielnie dreptających do szkół i przedszkoli. Wynika to z bardzo prostego zalecenia: dzieci powinny jak najszybciej same pokonywać drogę do przedszkola, by uczyć się samodzielności. W związku z tym przedszkole nie powinno być oddalone znacząco od miejsca zamieszkania.

To chyba jeden z najbardziej szokujących polskich rodziców elementów szwajcarskiej rzeczywistości. Nam jeszcze przyjdzie się z tym oswoić. Ale nie teraz, ponieważ przedszkole Zuzi jest oddalone o 8 km od naszego miejsca zamieszkania. W związku z tym mamy prawo wozić ją tam samochodem.

2. Przedszkole to królestwo dzieci. Dorośli – poza kadrą – wstępu nie mają.

10960398_10152981721030358_9189938175335382927_oW lutym w przedszkolu odbywał się Faschnacht – bal karnawałowy dla dzieci. Moja żona chciała przyjść i popatrzeć na Zuzannę. Odpowiedź była odmowna. Rodzice dostaną zdjęcia, natomiast ich udział jest wykluczony. Imprezy z rodzicami są ustalone z góry, poza tym rodzic ma prawo przyjść do przedszkola, niemniej jednak termin powinien być ustalony wcześniej. Podobnie z odprowadzaniem dzieci. Co rano podjeżdżamy z Zuzią i przy wejściu do budynku (przedszkole mieści się na drugim piętrze, na pierwszym i parterze są inne firmy) przekazujemy ją opiekunce/opiekunowi, z którym za rekę, już samodzielnie wchodzi na górę, tam się przebiera i wchodzi do sal przedszkolnych. Czasami idzie z nami, ale przed wejściem musimy się bezwzględnie pożegnać i dziecko próg przekracza samo.

Pierwszy dzień był zaskakująco spokojny. W drugim i trzecim histeria. Teraz już nie ma tematu. Zuzanna jest oswojona.

3. Lepiej nie śpiesz się powoli.

Szwajcarzy uważani są za punktualny naród i przedszkole tej punktualności także oczekuje. Do 8:15 dziecko musi pojawić się w przedszkolu, między 11:45-12:00 jest odbierane. Regularne listy z przedszkola adresowane do rodziców przypominają o tym, a także innych obowiązkach.

Ewentualne niebecności muszą zostać zgłoszone wcześniej, a zabranie dziecka na dodatkowe wakacje – w okresie poza ustawowo uregulowanymi wakacjami, przynajmniej w wypadku przedszkola publicznego, wymaga pisemnego wniosku. W przypadku naszego przedszkola ta zasada jest luźniejsza. Mamy szczęście, albo o czymś jeszcze nie wiemy.

4. Koniec języka za przewodnika.

Zuzanna ma swojego kumpla Simona – syna naszych przyjaciół, który mówi po szwajcarsku, więc co nieco od niego podłapała, ale fakt faktem język obcy cały czas stanowi dla niej wyzwanie.

Montessori Children’s House stawia na dwujęzyczność: każda z opiekunek porozumiewa się z dzieckiem albo wyłącznie po angielsku albo po szwajcarsku (dla czepialskich: w szwajcarskim dialekcie). Do tego dochodzą dzieci, które mają różne tło narodowościowe. Mamy więc Hiszpana, Greka, Japończyka, Anglików, wreszcie Szwajcarów. Jako, że jest jedyną Polką ma trochę pod górkę, ale język zaczyna łapać błyskawicznie. Kończy się tak, że przy kolacji mówi do nas nagle: – tatusiu, podaj mi proszę Apfel.

5. Dżentelmeni i Szwajcarzy o pieniądzach nie rozmawiają.

No, ale trzeba – prywatne przeszkole tanie nie jest, za 5 razy po pół dnia płacimy w miesiącu 850 franków. To jednak uczciwa cena, w regionie Zürich ceny potrafią być dwa razy wyższe. Opłata wpisowa to 300 franków, plus depozyt 1000. Umowa jest podpisywana na rok z 4 miesięcznym okresem wypowiedzenia (i tylko na koniec aktualnego roku szkolnego).

Do tego dochodzą koszty lunchu, jeśli Zuzanna je w przedszkolu. W drugim roku przedszkola stawka nieco wzrasta jako, że limit wymaganych godzin dydaktycznych jest wyższy o 0,5 dnia (nadal w oparciu o reguły kantonu Aargau). Przedszkole publiczne jest bezpłatne, z tym, że już wyłącznie szwajcarskojęzyczne.

6. Ten moment, gdy dowiadujecie się jak sprawuje się Wasze dziecko.

10835103_10153039633065358_9028476805758867064_oNasze relacje z szefową Montessori Children’s House, jak i z pozostałą częścią kadry przedszkola są więcej niż poprawne. One są wręcz przyjacielskie. Jesteśmy na ty, wszystko załatwiane jest bezproblemowo. Gdy Zuzanna była chora, Anna (właścicielka) zadbała o to, żeby dzieci przygotowały jej kartkę z życzeniami powrotu do zdrowia. Małe gesty, a cieszą.

Do tego bezkonfrontacyjna komunikacja z rodzicami na temat postępów dziecka. Było takie jedno spotkanie sam na sam (my kontra Anna i Carmen, jedna z opiekunek), Anna wspomniała, że Zuzia jest energetyczna i przy śniadaniu lubi siadać z Rocco i razem mają szampańską zabawę. W tłumaczeniu na moje brzmiało to tak: Zuzanna znalazła sobie kompana, z którym ochoczo oddaje się totalnej, nieskrepowanej destrukcji.

Moja przygoda z przedszkolem dopiero się rozpoczyna, a już się boję co czycha za rogiem. Dziś odbierając Zuzannę zapytałem, co robiła. – Aa, tatuś, dawałam sobie z Rocco buziaki w usta…

Reklamy