Z końcem kwietnia spędziliśmy parę dni na Ibizie, ja ciesząc się czasem wolnym od pracy wpadłem na pomysł małego poradnika dla podróżujących rodzin i zmajstrowałem to, co możecie przeczytać na dole. Miłej lektury.

1. (NIE) PLANUJ WSZYSTKO Z GÓRY.

IMG_0695

Planowanie wyjazdu na wakacje ma to do siebie, że i tak koniec końców o czymś się zapomina. Nie ogarniesz wszystkiego, więc wyluzuj i zabierz portfel, kartę kredytową, no i dowód tożsamości. Jeśli stać Cię na wakacje, to pewnie stać Cię na dokupienie sobie szamponu, albo pieluch na miejscu – nie stresuj się za bardzo, masz w końcu wypoczywać.

2. OMIJAJ IBIZĘ LATEM.

IMG_0707

Ibiza jest świetna w lecie. Nie, nie jest. Tłumy ludzi, ceny z kosmosu, w restauracji szpilki nie wciśniesz, brudno, głośno, plaża zatkana. My pojechaliśmy z końcem kwietnia i było rewelacyjnie  – cisza, spokój, pogoda sensowna, dzieciaki miały tyle miejsca na plaży, ile chciały, a my w spokoju mogliśmy zjeść czy wypić kawę lub drinka, gdziekolwiek mieliśmy ochotę. Patrząc na pustą plażę z okna hotelu, przez chwilę zastanawiałem się, czy to naprawdę Ibiza.

3. ODPUŚĆ SOBIE MENU DLA DZIECI. WYBIERZ COŚ NORMALNEGO.

IMG_0824

Menu dla dzieci w większości restauracji to jakaś obraza dla gustu i smaku. Frytki, kurczakowe nuggetsy robione z nie wiadomo czego, pizza, burgery. Nieco bardziej nietypowe dania (patrz zdjęcie powyżej) można znaleźć z rzadka. Ja w takich wypadkach decyduję się na zamówienie dla Zuzanny czegoś z „dorosłej” karty. Ona z chęcią wcina owoce morza lub paellę, ja musiałem nawet oddać jej trochę mojej Pulpo Gallego, ośmiornicy z ziemniaczkami.

4. NIE ZOSTAWAJCIE TAM, GDZIE PRZYJECHALIŚCIE.

IMG_0837

Jeśli chcecie dokumentnie spieprzyć sobie radość bycia na wakacjach, to zostańcie przez cały czas tam, gdzie przyjechaliście. Nie ma chyba nic gorszego niż utknięcie w hotelu i jego pobliżu na cały czas pobytu. My zawsze decydujemy się – czy to na Minorce, Majorce czy teraz Ibizie – na wypożyczenie samochodu i eksplorację na własną rekę. I właśnie dzięki temu na Minorce znaleźliśmy przepiękną dziką plażę, którą wskazał nam jeden z mieszkańców wyspy, a na Majorce jedliśmy rewelacyjnego homara w położonej nieco na uboczu, uczęszczanej głównie przez lokalsów restauracji.

5. WIECZOREM NIGDY NIE CHODŹCIE Z DZIEĆMI DO RESTAURACJI. WŁAŚCICIELE RESTAURACJI NIE ZNOSZĄ PAR Z DZIEĆMI.

Taken from www.bambuddha.com
Taken from http://www.bambuddha.com

Jasne, że nie. Tyle, że to zależne od tego, gdzie idziecie. My trafiliśmy do Bambuddhy na Ibizie (http://www.bambuddha.com), nieco lansiarskiej i nieco droższej niż pozostałe restauracji – z tego względu obawa, że będą na nas patrzeć wilkiem była większa i uzasadniona. Okazało się, że naszą małą grupkę – czterech dorosłych i trójkę dzieci potraktowano z najwyższą starannością o nasze dobre samopoczucie i co ważniejsze, zrobiono to tak zgrabnie, że czuliśmy się jak w typowo rodzinnej restauracji. Kelnerka spisała się na medal, cierpliwie znosząc nasze pociechy, a ja – mimo średniego jedzenia – wróciłbym tam bez wahania, ze względu na obsługę właśnie. Jako, że nie mieli typowo dzięciecego menu, Zuzanna zamówiła sobie „dorosłe” Pad Thai. Smakowało jej.

A Wy co radzilibyście rodzicom na wakacjach?

Reklamy